
To trudna książka. Bardzo trudna. To książka, której czytanie po prostu boli. Do tej pory miałam tak tylko przy "Innym świecie" Herlinga-Grudzińskiego i "Rozmowach z katem" Moczarskiego. Teraz mam tak z "Przyczynkiem do historii radości" i, szczerze mówiąc, niezbyt wiem, co mam powiedzieć - i jak - żeby oddać słowami to, co o niej myślę.
Pewnego dnia na strychu swojego domu wiesza się bogaty biznesmen. Wszyscy mówią, że to samobójstwo, ale nie wierzy temu Policjant. Nie wierzy też temu za bardzo Wdowa po owym biznesmenie. Policjant próbuje rozwiązać zagadkę, a jedyny trop prowadzi go do domu trzech starszych pań: Diany, Birgit i Eriki. Tam dowiaduje się rzeczy, o których raczej nie chciałby wiedzieć.
Nie to jest jednak ważne. Nie chodzi w tej książce wcale o sprawę kryminalną, domniemane samobójstwo biznesmena jest bowiem tylko jednym z elementów sprawy o wiele większej i ważniejszej. Nie chodzi tu o biznesmena. Nie chodzi o Policjanta. Nie chodzi też o Wdowę ani nawet o trzy starsze damy.