Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maratony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maratony. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 listopada 2022

Absolutnie zachwycająca powieść. Madeline Miller "Kirke"

Kiedy pierwszy raz przeczytałam "Mitologię" Parandowskiego, zachwyciła mnie mnogość charakterów i przygód ukazanych w greckich mitach. Moje szczególne zainteresowanie zyskały postaci kobiece - od zawsze wolałam bardziej czytać o kobietach niż o mężczyznach i tak było też wtedy. Co jednak ciekawe, od opowieści o boginiach olimpijskich wolałam wzmianki o boginiach bardziej zwyczajnych, może nawet czasem pomijanych (Selene), o nimfach i czarodziejkach - takich właśnie jak Kirke.


Madeline Miller, autorka książki, także uległa czarowi greckich mitów. Więcej nawet - pokochała kulturę starożytną do tego stopnia, że postanowiła poświęcić się jej także w życiu zawodowym. To wręcz idealna kandydatka do pisania powieści utrzymanych w tematyce mitologii greckiej. Jednakże, aby powieść nas zachwyciła, potrzeba czegoś więcej niż wiedzy - w przeciwnym razie może wyjść sztywno i nieco encyklopedycznie ;) Jak poradziła sobie Madeline Miller? Zachęcam do przeczytania recenzji.

piątek, 4 listopada 2022

Coś ewidentnie poszło nie tak. Jakub Żulczyk "Świątynia"

UWAGA: spoilery do pierwszego tomu.

Być może pamiętacie, jak zachwycił mnie tom pierwszy serii o Tytusie ("Zmorojewo" - recenzja tutaj). Zachęcona odkryciem takiej perełki nie namyślałam się długo i przy następnej okazji zaopatrzyłam się w bibliotece w tom następny, czyli "Świątynię". A musicie pamiętać, że nieczęsto się to u mnie zdarza, bo czytam wiele serii na raz i przerwy w czytaniu poszczególnych tomów wynoszą u mnie czasem po parę miesięcy, o ile nie dłużej.

Kiedy mroczne wydarzenia z Głuszyc zacierają się w pamięci Anki, zastąpione przez przeświadczenie o tym, że przeżyła po prostu straszliwą wichurę, zaczyna się psuć także jej związek z Tytusem; dziewczyna dochodzi do wniosku, że nie pasują oni do siebie i z nim zrywa. Wkrótce też zakochuje się bez pamięci w tajemniczym Damianie, o którym krążą niestworzone legendy, pewnie dlatego, że przyjaźni się z jeszcze bardziej tajemniczym rodzeństwem, wyglądającym bardziej na jakąś mroczną sektę niż na zwykłych nastolatków.

wtorek, 18 października 2022

Polska powieść, amerykańskie realia. Julia Biel "Be My Ever"

Wszechświat uwziął się na mnie. Oto już po raz drugi w ciągu zaledwie trzech miesięcy w moje ręce wpadła książka z nawiązaniami do filmu "Top Gun". Po raz pierwszy sytuacja taka miała miejsce przy "Życiu po tobie" Klaudii Bianek (która to powieść była takimi nawiązaniami wprost nafaszerowana), po raz drugi niedawno przy lekturze "Be My Ever" Julii Biel, w której to główny bohater odziedziczył imię po postaci granej przez Toma Cruise'a (jego matka - matka bohatera, nie Cruise'a - była wielką fanką "Top Gun"). A musicie mi uwierzyć, ja naprawdę wcale nie szukałam motywu tego filmu - nawet go nie lubię!

Everlee, chcąc odciąć się całkowicie od swojej przeszłości, wyjeżdża na odległy (przynajmniej od Arizony) kraniec Stanów - bo aż do New Jersey. Tam, z daleka od rodziny, która się jej wyrzekła, zaczyna studia i poznaje przystojnego futbolistę Mavericka, który - jak się wkrótce okazuje - pisze wiersze i, tak jak ona, również mierzy się z duchami przeszłości.

poniedziałek, 3 października 2022

Zakończenie, które rozczarowuje. Paulina Hendel "Żniwiarz. Czarny świt"

UWAGA: spoilery do poprzednich tomów.

Gdybym miała przenieść ocenę każdego tomu "Żniwiarza" na wykres, wyszłaby mi prawdziwa sinusoida. Pierwszy tom podobał mi się, choć miał momenty bardziej monotonne - mimo wszystko, byłam skłonna go Wam polecić. Zresztą, po lekturze nawet zapomniałam o tych gorszych momentach, taka byłam zachwycona zakończeniem ;) Tom drugi podobał mi się jeszcze bardziej; autorka rozwinęła skrzydła, akcja nabrała rozpędu. Z ciekawością sięgnęłam więc także po tom trzeci i... doznałam sporego rozczarowania. Nie była to książka zła, ale popadała już w schematyczność. Właściwie to najbardziej ratowało ją zakończenie; autorka jest w nich po prostu dobra i umie w cliffhangery. Tom czwarty okazał się wyśmienity i nawet uzyskał u mnie maksymalną ocenę, co nie jest zbyt łatwe! Wreszcie, przeczytałam tom piąty i ostatni. I powiem Wam, że już dawno nic mnie tak nie rozczarowało...

Magda powraca do Wiatrołomu i obwieszcza, że czas demonów nadszedł. Mieszkańcy pomorskiego miasteczka nie są jednak wcale chętni do uwierzenia w te rewelacje, nawet pomimo faktu, że stwory pojawiają się niekiedy również w biały dzień. Zaczyna się akcja edukowania ludzi o sposobach ochrony przed demonami... a tak przy okazji, to zbliża się też ostateczna walka między żniwiarzami a Niją, w końcu to już ostatni tom.

czwartek, 28 lipca 2022

Świetna młodzieżówka ze słowiańskimi motywami, czyli "Zmorojewo" Jakuba Żulczyka

"Zmorojewo" zaciekawiło mnie, bo jest opisywane jako młodzieżówka ze słowiańskimi motywami, a słowiańskie motywy to to, co Zaczytana Słowianka lubi najbardziej ;) Poza tym, dużo słyszałam o twórczości Jakuba Żulczyka - same pozytywy, choć raczej w kontekście jego "dorosłych" książek, bo niestety "Zmorojewo" ma na "Lubimy czytać" raczej średnie oceny (6,4/10). Postanowiłam jednak się nimi bardzo nie sugerować i po prostu spróbować, zwłaszcza że książki powszechnie oceniane jako świetne już wiele razy mnie rozczarowywały...

Piętnastoletni Tytus Grójecki jest komputerowym nerdem. Kocha horrory i anime, interesuje się także zjawiskami paranormalnymi i skrycie marzy o odkryciu czegoś niezwykłego. Kiedy rodzice wysyłają go na wakacje do dziadków mieszkających w małym miasteczku Głuszyce (a sami ruszają do Meksyku), nie jest zbyt zadowolony, uważa bowiem, że to straszna nuda. Okazuje się jednak, że nie ma czasu się nawet odrobinę ponudzić, bo dziadkowie zaganiają go do najróżniejszych robót - a o sąsiedniej wiosce Kolonia Głuszyce krążą dziwne legendy, więc może uda mu się odnaleźć w niej coś interesującego...

piątek, 8 lipca 2022

Piękna okładka - i co dalej? Klaudia Bianek "Życie po tobie"

Niedawno opowiadałam Wam o moim pierwszym - średnio udanym - spotkaniu z twórczością Klaudii Bianek. Wspomniałam tam, że chciałabym spróbować z tą autorką raz jeszcze - po pierwsze, miałam nadzieję, że tym razem uda mi się polubić bohaterów, a po drugie - miałam tę powieść w swoich zbiorach :)

Eliza traci męża w wypadku i zostaje sama z dwójką małych dzieci. Przeprowadza się do domu rodzinnego, gdzie próbuje poskładać swoje życie po utracie ukochanego. Nie jest to jednak takie proste - Artur był miłością jej życia, mały Jaś ma zespół Downa, a jego starsza siostrzyczka czasami czuje się mniej kochana. Trzy lata później sąsiedzi Elizy sprzedają dom, a na ich miejsce wprowadza się przystojny, pełen empatii Filip, którego od razu "zaklepuje" sobie siostra Elizy...

poniedziałek, 27 czerwca 2022

Klasyka science fiction. Stanisław Lem "Solaris"

Kiedy byłam w liceum, do mojej klasy chodziła pewna dziewczyna, której zdarzało się wsiąść do tego samego autobusu co mi. Nie przyjaźniłyśmy się ze sobą - zbyt odmienne charaktery - ale w pamięci utkwiła mi jedna scena, powtarzana wiele razy. Ta dziewczyna zawsze wyciągała z torebki jakąś książkę Lema i czytała ją przez całą drogę. Słowo daję, za niemal każdym razem była to inna powieść. Wiele razy zastanawiałam się, co ją tak bardzo do tego autora przyciąga, ale nigdy nie odważyłam się sama przekonać. Miałam przeczucie, że jest to coś zupełnie innego niż czytam zazwyczaj, a słyszałam, że to jednak klasyk i wymagająca lektura. I nie mam nic przeciwko klasykom, ale zazwyczaj jednak sięgam po takie, które wiem, że mogą mi się spodobać (np. powieści historyczne), a tutaj mamy science fiction, z którym nigdy nie było mi jakoś po drodze (no chyba że "Gwiezdne Wojny"...). Dopiero teraz, po tylu latach, odważyłam się na lekturę powieści Stanisława Lema (zmotywowana maratonem na Instagramie). Wybrałam zaś "Solaris"...


Planetę Solaris otacza ocean. Jednak nie jest to ocean taki, jak znamy z Ziemi, lecz galaretowata substancja, zdolna tworzyć nad swoją powierzchnią kilkusetmetrowe twory, żywa i myśląca. Ale czym właściwie ona jest? Wielkim mózgiem planety? Olbrzymią komórką? Istotą, która zatrzymała się na którymś etapie ewolucji? W jaki sposób stabilizuje tor ruchu planety? Dlaczego tworzy ogromne mimoidy i symetriady? Czy da się z nią porozumieć? Na te pytania odpowiedź próbują znaleźć naukowcy-solaryści. Wśród nich jest Kris Kelvin, który przylatuje do stacji badawczej unoszącej się nad tajemniczym oceanem. Szybko orientuje się, że coś jest na niej nie tak - nikt nie przybiega mu na spotkanie, naukowcy kryją się w swoich gabinetach i mówią niewyraźnie coś o jakichś nawiedzających każdego "gościach", a szef stacji popełnił samobójstwo. Zresztą, Kelvina wkrótce też odwiedza "gość" - sobowtór jego zmarłej żony, obdarzony nadludzką siłą...

poniedziałek, 13 czerwca 2022

Dramat niesłusznego skazania. Klaudia Bianek "Jeśli tylko Ty"

Jak może zauważyliście, coraz częściej zaczynam sięgać po powieści obyczajowe i im podobne. Jak teraz o tym pomyślę, to w rzeczywistości właśnie takie powieści - o życiu zwykłych ludzi, takich, którzy mogliby żyć tuż obok nas lub przed nami - interesowały mnie od młodych lat najbardziej ;) Stąd pewnie moja miłość do twórczości L.M. Montgomery oraz do "Jeżycjady". Z czasem przestałam jednak sięgać po pozycje innych autorek takich powieści (zwłaszcza współczesnych), co było - jak myślę - błędem. Jednak już od pewnego czasu coraz chętniej zaglądam na półki z powieściami obyczajowymi i sagami rodzinnymi. Zaczęło się od Renaty Kosin, następnie zapoznałam się również z Ałbeną Grabowską, Joanną Szarańską, Agnieszką Olejnik i Colleen Hoover. A teraz przyszedł czas na Klaudię Bianek.


Kamil Przybora przeżył w więzieniu dwadzieścia lat. Trafił do tego miejsca niedługo przed dziewiętnastymi urodzinami, skazany za brutalne morderstwo syna jednego z polityków. Jaki miał mieć motyw? Zazdrość - o dziewczynę, którą tamten mu odbił. Kamil twierdzi jednak, że jest niewinny i nigdy nikogo nie zabił. Teraz wyszedł na warunkowe, lecz nie może korzystać z wolności tak, jak by chciał - nie wychodzi z mieszkania, wokół którego kręcą się tłumy dziennikarzy. Kontaktuje się jedynie ze swoją sąsiadką, panią Aldoną, oraz adwokatką... Kolejną bohaterką jest Agata Targosz, dziennikarka. Kobieta pracuje w jednej z największych gazet w kraju - której właścicielem jest zresztą jej mąż Robert. Mężczyzna zleca jej napisanie reportażu o Kamilu.

czwartek, 9 czerwca 2022

Powrót do koszmaru z dzieciństwa, czyli dwa tomy "Alicji" Lewisa Carrolla

Kiedy byłam mała, obejrzałam kilka razy disneyowską "Alicję w Krainie Czarów". Za każdym razem miałam koszmary; przerażała mnie ta opowieść, a najbardziej trzy elementy: opowieść o ostrygach, zamazywana ścieżka (przez którą bohaterka nie mogła odnaleźć właściwej drogi) i królowa pragnąca wszystkim ścinać głowy. Wiele lat później odważyłam się sięgnąć po książkową wersję "Alicji" (chociaż w innym tłumaczeniu niż dzisiejsze), ale nie zachwyciła mnie. Teraz postanowiłam sięgnąć po tę książkę raz jeszcze, powtarzając sobie "Alicję w Krainie Czarów", a dodatkowo jeszcze przeczytać po raz pierwszy tom drugi, czyli "Po drugiej stronie Lustra".


"Alicja w Krainie Czarów"

Początek tej opowieści zna każdy - dziewczynka o imieniu Alicja zauważa spieszącego się białego królika trzymającego zegarek. Postanawia pójść jego śladem i tak, poprzez króliczą norę, trafia do Krainy Czarów. Czy też raczej - jak ja bym to ujęła - Krainy Koszmarów. W trakcie czytania przypomniało mi się, dlaczego tak bardzo nie lubiłam tej bajki. Tu po prostu nic nie ma sensu. Bohaterka cały czas zmienia swoje rozmiary (nie tylko, kiedy coś zje, ale też czasem zupełnie niespodziewanie), tajemniczy pokój najpierw jest miejscem, z którego nie można się wydostać, a potem nagle znika, by powrócić w najmniej spodziewanym momencie, księżna niańczy dziecko, które właściwie jest bardziej prosiakiem i cały czas płacze, zaś kucharka non stop rzuca w nich patelniami i talerzami (zaś księżna uważa, że to okej). Dla mnie to wszystko nie było ani trochę śmieszne - ani ta scena, ani chyba żadna inna (nie mogę sobie nic miłego w ogóle przypomnieć). To bardzo szalona opowieść, która mogłaby się spodobać fanom realizmu magicznego, ale mi zdecydowanie nie.

wtorek, 19 kwietnia 2022

Moje pierwsze spotkanie z Colleen Hoover - "November 9"

O twórczości Colleen Hoover słyszałam różne rzeczy: ktoś gdzieś uważał, że jej książki są wspaniałe i poruszające duszę, ktoś inny zauważał, że bohaterom zwalają się na głowę wszystkie nieszczęścia świata, przez co powieści tracą na wiarygodności. "November 9" to moje pierwsze spotkanie z Colleen Hoover, więc nie mogę się wypowiedzieć o ogóle jej twórczości, ale z pewnością mogę zadać sobie pytanie, czy będę chciała sięgnąć kiedyś po kolejne jej książki.

Fallon O'Neil to osiemnastoletnia dziewczyna, której dobrze zapowiadająca się kariera aktorska zakończyła się dwa lata temu, kiedy to 9 listopada w domu jej ojca wybuchł pożar, a ona sama doznała licznych poparzeń. Od tego czasu Fallon wstydzi się swojego ciała, stara się skrzętnie zakrywać liczne blizny, jakie pozostały jej po tym wydarzeniu. Nadal jednak marzy o powrocie do kariery: problem w tym, że nikt już nie chce jej zatrudnić. Dwa lata po pożarze, także 9 listopada, dziewczyna spotyka Bena Kesslera, chłopaka, z którym natychmiastowo znajduje nić porozumienia. Wspólnie ustalają, że będą się spotykać co roku 9 listopada przez pięć lat, a Ben napisze o tych spotkaniach książkę.

sobota, 26 lutego 2022

Powieść bardzo ważna i bardzo prawdziwa. Agnieszka Olejnik "Zabłądziłam"

Dopiero co pisałam Wam o najlepszych książkach 2021 roku, a już teraz, w lutym, mogę zaspoilerować następne takie podsumowanie. Możecie być bowiem pewni, że "Zabłądziłam" znajdzie się na liście najlepszych książek przeczytanych w 2022. Obiecuję to - bo ta książka po prostu na to zasługuje!

Całą historię poznajemy z perspektywy Majki - szesnastolatki z bolesną przeszłością. Dziewczyna nadal nie może pogodzić się z odejściem siostry, która popełniła samobójstwo. Maja nie rozumie, jak jej ukochana Kaja mogła zrobić coś takiego, jak mogła po prostu się poddać i zostawić ich wszystkich, z nikim się nawet nie żegnając. Nastolatka próbuje poradzić sobie z traumą po tej stracie poprzez całkowite odcięcie się od ludzi, od emocji, od miłości. Zamyka się przed innymi, buduje wokół siebie niewidzialny mur. Sytuację tę zmienia Alek - osiemnastolatek, który również nie może poradzić sobie z wydarzeniami z przeszłości...

poniedziałek, 22 lutego 2021

Paulina Hendel "Żniwiarz. Pusta noc"

Pamiętacie moją recenzję pierwszego tomu "Wiedźmina"? Pisałam tam między innymi o tym, że w sumie to nie było źle, ale jakoś mnie nie wciągnęły losy bohaterów, chociaż jednocześnie podobał mi się sam pomysł powołania do życia osoby zajmującej się walką z potworami, w tym demonami słowiańskimi. A teraz znalazłam książkę, która opiera się właśnie na tym pomyśle, a główna bohaterka mnie do siebie bardzo przekonała, no i, co najważniejsze, jest bardzo słowiańsko!

Co byście powiedzieli, gdyby się okazało, że upiory ze słowiańskich wierzeń naprawdę żyją i polują na ludzi? Nie wszyscy jednak je widzą... po prostu niektórzy śmiertelnicy są na nich bardziej wyczuleni. No, chyba że któryś z demonów już Cię zaatakuje, wtedy trudno go nie zauważyć... Jedną z takich śmiertelniczek, które są wyczulone na obecność słowiańskich demonów, jest dwudziestoletnia Magda. Dziewczyna dobrze jednak wie, jak sobie z nimi radzić. Wszystkiego nauczył ją wujek będący żniwiarzem, czyli osobą, która trudni się odsyłaniem umarłych tam, skąd przybyli.

poniedziałek, 15 lutego 2021

Sophie Anderson "Dom na kurzych łapach"

Od zawsze uwielbiam wszelkie opowieści o Babie Jadze. Od zawsze też uwielbiam piękne okładki! Nic dziwnego, że koniecznie musiałam przeczytać "Dom na kurzych łapach"... który niestety okazał się dla mnie dużym rozczarowaniem.

Marinka mieszka razem z babcią w domu na kurzych łapach. Jak się można domyślić, babcia Marinki nie jest zwyczajną babcią, lecz Babą Jagą, która strzeże Bramy między światem żywych a światem umarłych i co noc przeprowadza dusze zmarłych na drugą stronę. A dom, jako że ma kurze łapy, nie zamierza nigdy zbyt długo stać w jednym miejscu i bardzo często podróżuje. Marinka wolałaby jednak, aby jej życie było zwyczajne, aby mogła zostać gdzieś na dłużej, zaprzyjaźnić się z kimś.

O zmierzchu zapalam w czaszkach świece. Pomarańczowa poświata mruga zza ich pustych oczodołów, przywołując umarłych. Pojawiają się na horyzoncie jako mgła, nabierają kształtów, potykają się na skalistym gruncie obok naszego domu.

Na pochwałę zasługuje cały ten pomysł z Babą Jagą, która nie jest straszna, lecz która pomaga zmarłym pogodzić się z ich śmiercią i wspomnieć swoje życie z radością w niebijącym już sercu. Ja co prawda wolę to straszniejsze oblicze Baby Jagi, jednak doceniam, że autorka zrobiła to po swojemu, ukazując nam, że być może ta znana starowinka nie była wcale zła, a ludzie bali się jej, bo widzieli dusze zmarłych wchodzące do jej domu i, myśląc, że to żywi ludzie, którzy nie wychodzą, doszli do wniosku, że Baba Jaga ich wszystkich zjada?

poniedziałek, 8 lutego 2021

Leonard J. Pełka "Polska demonologia ludowa"

Już od bardzo dawna nie miałam takiego uczucia, że kompletnie nie wiem, co napisać o danej książce i czy w ogóle oceniam ją bardziej pozytywnie czy negatywnie. No, dobra, trochę przesadziłam - tu negatywnie nie będzie, ale czy jest też aż tak pozytywnie, jak bardzo ta książka na to zasługuje? Bo naprawdę czuję, że obiektywnie rzecz ujmując powinnam dać jej ocenę przynajmniej 8/10, a jednak... chyba po prostu trafiłam na nią w złym czasie, kiedy miałam masę zajęć na studiach i potrzebowałam czegoś lekkiego, a zaczęłam czytać właściwie pracę naukową... Tak więc po lekturze czułam się zmęczona, a przecież tak bardzo chciałam tę książkę przeczytać!

To nie był pierwszy raz, kiedy czytam lekturę naukową na temat Słowian - wystarczy przypomnieć "Mitologię Słowian" Gieysztora, którą niemalże pochłonęłam i nie mogłam się od niej oderwać! Podejrzewam, że "Polska demonologia ludowa" też by mogła mnie zachwycić, gdybym tylko czytała ją w innym czasie.

Jednak mówiąc już o książce samej w sobie - jaki jest tytuł, każdy widzi, i można z niego z grubsza wywnioskować, o czym lektura traktuje ;) Ja czytałam stare wydanie, jednak niedawno ukazało się wznowienie. Postanowiłam  o tym wspomnieć, ponieważ na okładce tego nowego wydania widnieje podtytuł "Wierzenia dawnych Słowian", a jest to niestety chwyt marketingowy związany, jak myślę, z coraz większą modą na literaturę związaną ze słowiańskością, zwłaszcza tą dawną, przedchrześcijańską. A "Polska demonologia ludowa" traktuje o naszej rodzimej demonologii w sposób inny - tutaj oddam głos samemu autorowi:

niedziela, 10 maja 2020

Francis Scott Fitzgerald "Wielki Gatsby"

Historię Jay'a Gatsby'ego poznałam, oglądając bardzo znany film z Leonardo DiCaprio w roli głównej. Film ten mnie co prawda nie zachwycił, jednak na pewno zaintrygował. Klimat lat 20. ubiegłego wieku w filmie jest nie do opisania... Te stroje! Te fryzury! Ta przepaść między bogactwem a biedotą! Jednak czy książka okazała się tak samo intrygująca?

Zacznijmy może od przedstawienia fabuły. Jest rok 1922, okolice Nowego Jorku. Nick Carraway postanawia wynająć mieszkanie obok ekskluzywnej posiadłości tajemniczego Gatsby'ego, a niemal naprzeciwko domu swojej kuzynki, Daisy Buchanan, mieszkającej po drugiej stronie zatoki razem z mężem i małą córeczką. Los sprawia, że Nick stanie się powiernikiem tajemnicy zarówno Toma, zdradzającego Daisy, jak i tajemnicy dotyczącej miłości Daisy i Gatsby'ego.

Słyszałam skrajnie różne opinie na temat "Wielkiego Gatsby'ego". U jednych czytałam zachwyty, u innych widziałam spore rozczarowanie. Ja kieruję się bardziej w stronę zachwytu - a przynajmniej zachwytu nad pewnymi aspektami powieści.

piątek, 1 maja 2020

Ray Bradbury "451° Fahrenheita"

Raz na jakiś czas trafi mi się książka o książkach. A książki o książkach to oczywiście to, co wszystkie Tygryski lubią najbardziej! Jakie więc wrażenie wywarła na mnie antyutopia, w której książki są zakazane?

No właśnie - akcja dzieje się w przyszłości, w której zarówno czytanie, jak i nawet posiadanie książek staje się przestępstwem. Na zgłoszenia o podejrzeniach, że ktoś ukrywa książki, odpowiadają strażacy - którzy paradoksalnie nie gaszą ognia, lecz go rozpalają - palą książki razem z całym domem. A czasem nawet właścicielem. Jednym ze strażaków jest Guy Montag - który jednak odczuwa nieodpartą chęć, żeby zobaczyć, co właściwie w tych książkach jest.

451° Fahrenheita to temperatura, w której papier zaczyna się palić. Jednak powieściami nikt już się nie przejmuje, tak jak Mildred, żona Montaga, oraz jej koleżanki, dla których liczy się jedynie "rodzinka" - celebryci z ekranów. Relacja między małżeństwem Montagów już właściwie nie istnieje - są dla siebie obcy, nie pamiętają nawet, gdzie się poznali. Gdy Mildred przedawkowuje środki nasenne, Montag owszem, płacze, lecz nie dlatego, że boi się śmierci żony, lecz dlatego, że wie, że byłoby mu to obojętne.

czwartek, 5 grudnia 2019

Mary Shelley "Frankenstein"

Zawsze mnie ciekawiło, jak właściwie wyglądała w oryginale postać znanego nam wszystkim potwora Frankensteina. Nie oglądałam co prawda żadnej ekranizacji, lecz i tak dużo słyszałam o potworze powołanym do życia przez szalonego naukowca, a utworzonym ze zszytych ludzkich zwłok. Naukowiec obowiązkowo musiał wydawać przy tym złowieszczy śmiech "buhahaha", a cała scena miała mieć miejsce w nocy, pośród odgłosu piorunów. Nie mam pojęcia, skąd wzięłam takie właśnie informacje na temat stworzenia owego monstrum, jednak cóż - tak właśnie sobie to wszystko wyobrażałam. Ach, no i jeszcze, że potwór był potwornie potworny i kierowała nim wyłącznie żądza czynienia zła.

Na początek wyjaśnijmy sobie pewną podstawową kwestię. Tak tylko, żeby nie było wątpliwości. Frankenstein - a właściwie Wiktor Frankenstein - to nazwisko owego naukowca, a nie imię potwora. Jakie więc imię miał powołany przez Frankensteina do życia potwór? Żadne. Naprawdę. To smutne, że Frankenstein nawet nie nazwał swojego dzieła, w powieści jest ono więc "potworem", "monstrum", "złym", "demonem" albo "diabłem", jak kto woli.

poniedziałek, 9 września 2019

Ken Kesey "Lot nad kukułczym gniazdem"

Czuję się bardzo zdezorientowana. "Lot nad kukułczym gniazdem" uznawany jest za klasykę, powieść metaforyczną, ukazującą walkę z okrutną władzą, walkę o wolność. Wokół tej książki krążą same pozytywne opinie, a znalezienie recenzji w jakimkolwiek stopniu negatywnej graniczy niemal z cudem. I pewnie teraz narażę się wielu miłośnikom powieści, ale dla mnie "Lot..." był jedną z najsłabszych książek tego roku.

Rzecz dzieje się w szpitalu psychiatrycznym. Narratorem jest Wódz Bromden, pół-Indianin, jeden z pacjentów szpitala, udający głuchoniemego. Nie udaje za to, jeśli chodzi o halucynacje - widzi jakąś mgłę, rozmiary przedmiotów są w dużym stopniu zaburzone. Udaje jednak kto inny - McMurphy, który trafił do szpitala, ponieważ wydawało mu się, że udając chorego psychicznie, wymiga się od więzienia.

I tutaj zaczyna się walka o wolność, bowiem w szpitalu rządzi siostra Ratched, Wielka Oddziałowa, która wysyła ludzi na elektrowstrząsy (nawiasem mówiąc, sprawdziłam, co to, i okazuje się, że są do dzisiaj stosowane w przypadkach silnej depresji), a na oddziale wprowadza nieomal wojskowy rygor. Wszyscy się jej boją, nie chcą jednak przed sobą tego przyznać - bo przecież siostra jest zawsze taka miła i działa dla ich dobra. Sytuacja zaczyna się zmieniać, kiedy do szpitala wkroczy McMurphy - od razu zauważa, że coś tu jest nie halo i bierze się za buntowanie pacjentów przeciwko oddziałowej, chce, aby walczyli o swoją wolność w zakresie podejmowania własnych decyzji.

poniedziałek, 29 lipca 2019

J. D. Salinger "Buszujący w zbożu"

Są takie książki, które mogą wywrzeć na czytelnika duży wpływ - zmienić sposób patrzenia na świat, otworzyć oczy na jakiś problem czy też skłonić do jakiegoś czynu. Weźmy sobie chociażby Marka Davida Chapmana, który zastrzelił Johna Lennona, a który to w chwili dokonania morderstwa miał przy sobie egzemplarz "Buszującego w zbożu". Albo jeszcze John Hinckley Jr., sprawca nieudanego zamachu na Ronalda Reagana. Ten to już w ogóle miał obsesję na punkcie "Buszującego w zbożu", chciał nawet zmienić sobie nazwisko na Holden Caulfield, czyli tak właśnie, jak się główny bohater nazywał.

Żeby Was jeszcze bardziej zaciekawić, wspomnę tylko, że jest to jedna z najbardziej cenzurowanych amerykańskich książek XX wieku. Powodem był wulgarny język Holdena i ogólnie jego demoralizujący wpływ na młodzież. Teraz zaś, o ironio, "Buszujący w zbożu" znajduje się na liście lektur licealnych i szkół wyższych we wszystkich krajach angielskojęzycznych.

"A cóż to w takim razie za książka?", można zapytać. Zanim więc opowiem, jaki wpływ wywarła na mnie, spieszę z szybkim zarysem fabuły. Zaczyna się mianowicie od tego, że Holden po raz kolejny wylatuje ze szkoły. Ma w niej niby zostać jeszcze kilka dni, ale jemu już się nie chce jej oglądać, postanawia więc uciec na parę dni do Nowego Jorku. Następnie snuje się to tu, to tam, i to jest cała akcja.

wtorek, 9 lipca 2019

Aleksander Dumas "Trzej muszkieterowie"

Któż nie słyszał nigdy o "Trzech muszkieterach", kto nie zna ich słynnej dewizy - "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego"? Myślę, że mało jest takich osób, bo powieść Dumasa to już klasyka klasyki. Nawet, jeśli ktoś nigdy tej książki nie czytał, to pewnie oglądał jakiś film, a jeśli do tej pory uchował się przed obejrzeniem muszkieterów na ekranie (to ja!), to i tak coś niecoś o nich usłyszał w swoim życiu.

O co tyle krzyku? Zawsze się nad tym zastanawiałam, ale jakoś nigdy nie miałam okazji się o tym przekonać. I, szczerze mówiąc, niezbyt miałam nawet na to ochotę, wymyśliłam sobie bowiem, że jest to na pewno opowieść typowo "dla facetów", pełna bitew, pojedynków, gróźb i, na domiar złego, opisów broni. "Trzej muszkieterowie" okazali się być bardzo (bardzo, bardzo!) pozytywnym zaskoczeniem - bo choć mamy tu rzeczywiście kilka pojedynków i nawet jedno oblężenie, to autor zachował w tym wszystkim umiar. No i nie ma opisów broni. Uff.

Jak mopsiki szybko dorastają! Bella Swift "Mopsik, który chciał mieć urodziny"

Kiedy byłam młodsza, zawsze żałowałam, że moje urodziny wypadają w wakacje, bo inne dzieci mogły przynosić do szkoły urodzinowe cukierki, a ...