Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O dalekich krajach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O dalekich krajach. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 sierpnia 2025

Powieść, którą musicie przeczytać. Khaled Hosseini "Tysiąc wspaniałych słońc"

O powieściach Khaleda Hosseiniego słyszałam od lat. Że doskonałe, że porażająco prawdziwe, a jednocześnie piękne. Nie wiedziałam jednak, że książki autora można - dosłownie! - policzyć na palcach jednaj ręki. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że musi to być jeden z tych pisarzy, którzy każdą kropkę i każdą literę stawiają z pietyzmem, nie traktują siebie samych jak fabryki zdań. Po lekturze "Tysiąca wspaniałych słońc" mogę powiedzieć, że przeczucie mnie nie myliło - jeśli pozostałe powieści Hosseiniego okażą się porównywalnie dobre do tej powieści, to nie będę się wahać, żeby ogłosić go jednym z największych pisarzy XXI wieku. I na pewno za jakiś czas to sprawdzę.

Lata 60. XX wieku, Afganistan. W małej chatce u przedmieści Heratu mieszka wraz z matką mała Mariam - harami, nieślubne dziecko. Dziewczynka musi nieustannie przepraszać mamę za swoje istnienie - to przez nią Nana została wykluczona ze społeczności i zmuszona do wygnania. Raz w tygodniu pojawia się jednak On - Dżalil, bardzo bogaty ojciec Mariam, który spędza z nią jeden dzień... Szczęście Mariam, o ile o szczęściu można mówić w takim miejscu, dobiega jednak końca po piętnastych urodzinach Mariam, kiedy zmuszona zostaje wyjść za mąż za Raszida, który równie dobrze mógłby być jej ojcem. Postać Raszida połączy ją wiele lat później z Lajlą, dziewczyną urodzoną w Kabulu, której całe dotychczasowe życie zostaje obrócone w popiół za sprawą wojny w Afganistanie, a która skrywa pewien sekret...

czwartek, 21 listopada 2024

Euromajdan, arabska wiosna, specyfika państw postradzieckich. Grzegorz Szymanik "Motory rewolucji"

Postanowiłam czytać więcej reportaży, nie tylko takich, które czytałam do tej pory (poruszających tematy społeczne czy z nutą prawa), lecz także reportaży o tematyce politycznej, chcę skupić się zwłaszcza na reportażach o Rosji, Ukrainie, Białorusi, Izraelu i Palestynie. Zobaczymy, co z tych moich planów wyniknie. Jak by nie było, pierwszy taki reportaż już za mną i o nim Wam dzisiaj opowiem.

"Motory rewolucji" podzielone są na trzy części, każda o nieco innej tematyce, choć momentami odnajdujemy też punkty styczne. Część pierwsza, "Zima na Ukrainie", to zbiór króciutkich reportaży o - jak nazwa rozdziału wskazuje - Ukrainie, a konkretnie o Euromajdanie. Olbrzymim plusem jest to, że autor rozmawiał ze wszystkimi - i ze zwolennikami, i z przeciwnikami tego ruchu. Nie mamy tu jednostronnego spojrzenia na sytuację, możemy porównać argumenty obu stron. Przyznam, że porównanie wypadło bardzo ciekawie. Możemy co prawda domyślić się, po której stronie staje Grzegorz Szymanik, ale czy to odejmuje z lektury tak dużo? Myślę, że raczej nie, nie wiem nawet, czy w reportażu politycznym możliwe jest zachowanie całkowitego obiektywizmu. A trzeba przyznać, że tu autor się starał. 

wtorek, 30 stycznia 2024

Nieoczywista historia świąteczna w świecie kokryształów. Anna Chaber "Zdążyć do domu na święta"

Zacznijmy od tego, że opis "Zdążyć do domu na święta" nie wydawał mi się zbyt zachęcający. Wydawało mi się, że to historia podobna do wielu innych, prosta, przewidywalna. Jednak za każdym razem, kiedy widziałam u kogoś ranking świątecznych powieści, pojawiała się tam właśnie ta książka. Jej popularność nie dawała mi spokoju. W końcu postanowiłam przekonać się sama, na czym może polegać jej fenomen...

Filip i Kaja to dwoje emigrantów, na co dzień mieszkających w Brukseli. Poznają się, kiedy czekają na samolot do Polski - a konkretniej, kiedy ich lot zostaje odwołany. Kaja nie zamierza się poddawać - z nieznanych Filipowi przyczyn powrót do domu na Święta jest dla niej bardzo ważny, wręcz wygląda na sprawę życia i śmierci. Nieważne, jak - czy pociągiem, czy autobusem, czy autostopem - nieważne, z iloma przesiadkami - Kaja musi wrócić do domu. Jej zdeterminowanie udziela się też Filipowi, który postanawia jej towarzyszyć.

sobota, 24 września 2022

Poradnik pielęgnacyjny czy powieść podróżnicza? Charlotte Cho "Sekrety urody Koreanek"

Około 5-6 lat temu miałam olbrzymią fazę na czytanie blogów kosmetycznych, włosowych itp. Naprawdę, przeczytałam takich blogów całą masę, i to od deski do deski. Zaczęłam się interesować składami, najpierw wypisując sobie na kartce kilka najbardziej szkodliwych substancji i szukając kosmetyków bez nich, potem pogłębiając swoją wiedzę coraz bardziej i bardziej, aż zaczęłam kupować jedynie kosmetyki naturalne (które często nie afiszują się na opakowaniu posiadaniem pięknego składu i potrafią być naprawdę tanie!). To były te czasy, kiedy potrafiłam mimo zmęczenia robić sobie kilkuetapową pielęgnację skóry i włosów - i często żałuję, że mój zapał tak bardzo po pewnym czasie zelżał. Wiele nawyków mi pozostało, np. nadal kupuję jedynie naturalne kosmetyki - tylko w tych "włosowych" dopuszczam lekkie silikony, no i odpuszczam też nieco kremom do rąk. Co do reszty, składy muszą być u mnie na tip top.


"Sekrety urody Koreanek" kupiłam sobie właśnie w tamtym okresie na fali wielu pozytywnych recenzji. Z rozmachu przeczytałam kilka najważniejszych rozdziałów i nawet zaczęłam stosować się do niektórych rad. Tym razem postanowiłam przeczytać tę książkę od A do Z. Pamiętałam, że te kilka przeczytanych rozdziałów oceniłam bardzo pozytywnie, więc spodziewałam się, że i całość spodoba mi się tak samo. A jak wyszło?

czwartek, 11 sierpnia 2022

W poszukiwaniu ukrytego piękna i smacznego jedzenia. Durian Sukegawa "Kwiat wiśni i czerwona fasola"

Ludzie lubią naleśniki. Zdarzają się pewnie także i wyjątki, ale badanie statystyczne przeprowadzone na próbie mojej rodziny i znajomych (pełen profesjonalizm ;)) wyraźnie wskazuje, że jest to danie powszechnie lubiane, wykonywane w wielu wersjach - zarówno na słodko (z dżemem, z bananami i nutellą, z serem), jak i na słono (jako element krokietów). A co powiecie na pankejki, lub też (bardziej światowo) pancakes? One także mają rzeszę swoich wiernych fanów, o czym świadczy ogrom przepisów, jakie w Internecie można znaleźć na to danie. Ale, ale - czy słyszeliście o dorayaki? To japoński deser, który składa się z dwóch naleśników (z wyglądu przypominających raczej połączenie pankejków z biszkoptem) przełożonych słodką pastą z czerwonej fasoli azuki. Ja co prawda nie miałam jeszcze okazji spróbować tego smakołyku, jednak po przeczytaniu powieści Duriana Sukegawy z pewnością chciałabym go kiedyś przetestować.


Proszę docenić dzisiejsze zdjęcie, bo są na nim wiśnie japońskie (sakury), takie jak na okładce, w tytule i w ogóle w powieści ;)

niedziela, 13 marca 2022

Warmia, Szwajcaria i rodzinne sekrety - Renata Kosin "Tajemnice Luizy Bein"

Do tej pory myślałam, że próby rozwikłania skomplikowanej zagadki, w połączeniu z odkryciem miejsca pochówku zmarłej osoby i podążaniem za tropami, jest domeną wyłącznie kryminałów. "Tajemnice Luizy Bein" zweryfikowały to przeświadczenie - już wiem, że się myliłam. Wystarczy tylko, jeśli zadamy sobie nieco inne pytania niż zazwyczaj, czyli nie: kto zabił i kim była ofiara, lecz: jak to możliwe, że ten zmarły w ogóle istniał?


Brzmi nieco dziwnie? Nie w sytuacji, jaką ukazała nam Renata Kosin. Na starówce warmińskiego miasteczka odkryte zostaje cmentarzysko mnichów, wśród nich zaś grób młodej kobiety. Wianek ze srebrnych róż na jej głowie świadczy o tym, że nareszcie odnaleziono Luizę Bein, dawną panią tutejszego pałacu. U jej boku odnaleziono jednak ciało chłopca - jak wykazują badania DNA, był to jej synek. Ale jak to w ogóle możliwe? Wszelkie źródła wskazują bowiem na to, że Luiza miała tylko jednego syna i dożył on sędziwego wieku, co więcej - sam założył rodzinę. Jakie tajemnice skrywała kobieta? Odpowiedzi na te pytania znaleźć pragnie Klara Figiel, studentka dziennikarstwa. Wyrusza więc do Szwajcarii, aby odnaleźć jedynego żyjącego potomka Luizy, Alexandra Beina...

środa, 22 grudnia 2021

Piękno zawarte w filiżance herbaty - Kakuzō Okakura "Księga herbaty"

Kultura Japonii nigdy mnie specjalnie nie interesowała. Dobrze wiecie, że lepiej czuję się w rodzimych klimatach ;) Lubię jednak od czasu do czasu wypić herbatę, co wykorzystał mój chłopak-japonista, przynosząc mi pewnego dnia książkę Kakuzō Okakury. A że jest to książka cieniutka, to wkrótce zabrałam się za jej czytanie.


Sięgając po "Księgę herbaty", spodziewałam się długich rozważań na temat różnych rodzajów tego napoju - który jest najlepszy, czym charakteryzują się poszczególne gatunki krzewów herbacianych, jak uzyskać idealny smak. Teoretycznie uzyskałam odpowiedzi na wszystkie te pytania (może poza rozróżnieniem różnych herbat, wspomniana z nazwy zostaje tylko biała), nie były to jednak bardzo długie i szczegółowe opisy. Wręcz przeciwnie, temat został wyczerpany dosyć szybko. Jak wynika ponadto z książki, bardzo trudno jest przygotować napój idealny. Ma tu znaczenie dosłownie wszystko, od grubości i mięsistości zaparzanych liści aż po aurę, jaką roztacza wokół siebie osoba przyrządzająca herbatę.

wtorek, 7 września 2021

Nie tylko o dzikich plemionach. Wojciech Cejrowski "Gringo wśród dzikich plemion"

Wojciech Cejrowski - tej postaci raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Myślę, że każdy chociaż raz w życiu widział w telewizji jakiś odcinek "Boso przez świat" - no ale właśnie! - w telewizji, a ja byłam ciekawa strony literackiej.

"Gringo wśród dzikich plemion" to książka podróżnicza, w której autor przenosi nas do Ameryki Środkowej i Amazonii. I naprawdę chciałabym opowiedzieć dokładniej o tematyce powieści, ale nie potrafię - to straszny misz-masz! Sugerując się tytułem, nastawiłam się na powieść o indiańskich plemionach, o najgłębszych zakamarkach puszczy amazońskiej, polowaniach, komarach, upale i wilgoci. Początkowo nawet tak było - widziałam Indian, patrzyłam, jak zetknięcie się ze światem zewnętrznym wpływa na ich kulturę. Potem jednak autor postanowił poopowiadać o czymś innym...

poniedziałek, 30 listopada 2020

Alfred Szklarski "Tomek w Krainie Kangurów"

Przyznam się, że czasem podbieram lektury mojemu młodszemu bratu. Do tej pory zaznajomiłam się z trzema - jedną książką z gatunku tych okropnych ("Magiczne Drzewo. Czerwone krzesło"), drugą całkiem w porządku, ale bez szału ("Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi") oraz jednym arcydziełem ("Chłopcy z Placu Broni"). Teraz przeczytałam także polską klasykę, jaką jest "Tomek w Krainie Kangurów" Alfreda Szklarskiego. I wiecie co? Niestety mam bardzo duże zastrzeżenia co do tej książki...

Tomek Wilmowski mieszka w Warszawie pod opieką wujostwa. Jego matka już nie żyje, ojciec zaś nie może powrócić do kraju z powodów politycznych (akcja toczy się w 1902 r.), jako że uciekł za granicę w obawie przed aresztowaniem i zesłaniem na Sybir. Pewnego dnia jednak do domu wujostwa przyjeżdża niezapowiedziany gość - pan Smuga, przyjaciel ojca Tomka. Zabiera on chłopca w podróż do Australii, gdzie razem z ojcem Tomka i paroma innymi osobami będą łowić zwierzęta dla zagranicznego zoo.

poniedziałek, 7 września 2020

David Mitchell "Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta"

To nie była książka dla mnie.

Przebrnięcie przez tę ponad sześćsetstronicową powieść okazało się nieomal męczarnią. Dlaczego już teraz tak narzekam? Odpowiedź jest prosta - tę książkę czytałam dwa miesiące, a mogłam to poświęcić na coś innego. W dodatku wcale mi się nie podobało.

Zacznijmy może od początku. Otóż przede wszystkim musicie wiedzieć, jak w ogóle przeczytać ten tytuł. Jak dowiedziałam się z przypisu tłumaczki w trakcie lektury, "Jacob de Zoet" to nie żaden "dżejkob". Bohater jest bowiem Holendrem, powinniśmy więc mówić "jakob de zut". Otóż, Jacob de Zoet postanowił ożenić się z niejaką Anną, jednakże jej ojciec postawił mu warunek - najpierw musi zarobić nieco więcej grosza (czy co mieli wtedy - czyli w 1799 r. - Holendrzy) ;) Przyszły teść Jacoba sam nawet znalazł mu odpowiednią pracę - młody mężczyzna będzie więc pracował jako kancelista dla Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Zarobki podobno mają być świetne, więc chyba warto przemęczyć się pięć lat na malutkiej wysepce u stóp Nagasaki?

czwartek, 14 listopada 2019

Ewa Nowak "Lawenda w chodakach"

Dla miłośników pierwszych dwóch tomów serii "miętowej" "Lawenda w chodakach" to nie lada gratka, a dlaczego? Bo głównymi bohaterami są dwie pary - Kuba i Magda oraz Wiktor i Damroka, którzy postanawiają wyruszyć w podróż życia - objazdówkę po Europie, przez m.in. Niemcy, Francję i Hiszpanię.

I zanim powiecie "łoooo, ale super, wszyscy najlepsi bohaterowie w jednym miejscu", zastanówcie się na moment i pomyślcie: czy taka "mocna" i chłodna osoba jak Magda da sobie radę z Damroką, jej kompletnym przeciwieństwem? No cóż. Prawda jest taka, że na początku książki dziewczyny głównie się kłócą, co skutecznie psuje radość z czytania. Potem zaś pojawia się niejaki Jacek Lambertz, zwany Soplicą, bardzo przerysowany i zwyczajnie wkurzający. I muszę Wam powiedzieć, że był to zwyczajny cham i prostak; to, co robił, było okropne i było mi bardzo szkoda Wiktora, bo przez tego głupiego Jacka chłopak miał popsutą dużą część wyjazdu. Reakcja Damroki też nie była najlepsza (co zresztą zauważyła Magda), no ale to mnie nie zdziwiło, przecież ona miała takie odpały już w "Diupie" (pamiętny Sylwester). Co natomiast mnie zdziwiło, to to, że na końcu książki zrobiono z Jacka najbardziej pozytywnego bohatera, obrońcę kobiet i w ogóle okazał się naj naj. Ja w takie bajeczki jakoś nie wierzę.

poniedziałek, 30 lipca 2018

Beata Pawlikowska "Blondynka Tao"

"Blondynka Tao" to zapis relacji z podróży po Malezji, gdzie autorka miała okazję uczestniczyć w rajdzie samochodami terenowymi Rainforest Challenge. Zawiedziony będzie jednak ten, kto spodziewa się przeczytać coś więcej o rajdzie samym w sobie, o samochodach, w ogóle o motoryzacji. Od razu uprzedzam, że choć książka to relacja z takiego rajdu, jest bardziej zapisem uczuć mu towarzyszących i relacji z jego uczestnikami niż zapisem zmagań samochodów terenowych.

Rajd ma miejsce w Dżungli Dinozaurów w prowincji Johor. Zastanawiać się można, dlaczego Beata Pawlikowska, tak kochająca wszelkie dżungle, wzięła udział w rajdzie, w którym przyroda stanowi jedynie element do pokonania na trasie terenówek. Niestety, nie dowiadujemy się tego - autorka została prawdopodobnie zaproszona przez rajdowców, Agnieszkę i Marka, są to jednak jedynie moje przypuszczenia, niepotwierdzone w książce. Nie znaczy to jednak, że Pawlikowska nie zauważa, że "coś tu nie jest tak". Pisze wprost: "Sama idea wjeżdżania ciężkim sprzętem terenowym do dżungli była zgubna, ale przed wyjazdem z Polski nie zdawałam sobie z tego sprawy. Trzeba zobaczyć sznur pięćdziesięciu pancernych samochodów ciężko dyszących na wąskim trakcie w tropikalnej puszczy, żeby to zrozumieć. A potem natknąć się na stos porzuconych metalowych puszek po oleju do silnika, plastikowe butelki po wodzie i baterie od latarek, które zostawały wśród roślin na miejscu obozowiska".

Jak mopsiki szybko dorastają! Bella Swift "Mopsik, który chciał mieć urodziny"

Kiedy byłam młodsza, zawsze żałowałam, że moje urodziny wypadają w wakacje, bo inne dzieci mogły przynosić do szkoły urodzinowe cukierki, a ...