Jak pewnie pamiętacie, jestem ogromną fanką "Jeżycjady" Małgorzaty Musierowicz (zwłaszcza "Opium w rosole" i "Brulionu Bebe B." - to moje dwa najukochańsze tomy). I o ile wszystkie tomy "Jeżycjady" czytałam po kilka razy, próbowałam nawet niektórych przepisów z "Łasucha literackiego", to jednak nie czytałam niczego autorstwa pani Musierowicz, co nie byłoby związane z jej najpopularniejszą serią. Bo tak, istnieje jeszcze jedna seria; seria bajek dla dzieci, których akcja dzieje się we władanej przez smoki Bambolandii...
W skład historii o mieszkańcach Bambolandii wchodzą opowiadania "Czerwony helikopter" (1978), "Ble ble" (1982), "Kluczyk" (1985) i "Światełko" (1989). Wszystkie te opowiastki były wydawane oddzielnie, aż do powstania zbioru "Bambolandia", o którym opowiem Wam właśnie dzisiaj. Sięgając po ten zbiór, naiwnie wierzyłam, że znajdują się w nim wszystkie opowieści o Bambolandii. Okazało się, że brakuje pierwszej, "Czerwonego helikoptera"; czytając wszystko od "Ble ble", czułam się zatem, jakbym została przerzucona od razu do tomu drugiego i początkowo trudno było mi trochę zorientować się, o co chodzi. Nie rozumiem takiej decyzji wydawcy - skoro w "Ble ble" znajduje się tyle odniesień do wcześniej wydanej bajki, dlaczego jej także nie włączyć do zbioru? Zwłaszcza że opowiadania o Bambolandii najlepiej czytać po kolei, inaczej łatwo się pogubić. Cóż, zdecydowanie będę musiała "Czerwony helikopter" nadrobić...





