Marta Bijan jest dla mnie specjalistką od wywoływania dreszczy. Dość niepokojące były jej "Muchomory w cukrze" (które, jak wiecie, uwielbiam), średnio niepokojące "Nocne godziny" (i też średnie w ogólnym rozrachunku), a mocno niepokojące "Wakacje pod morzem" (klimat tej książki jest nie do podrobienia!). Ale "Domy i inne duchy" okazały się najbardziej niepokojące; to zimny dreszcz na każdej stronie.
Dziesięć rozdziałów, dziesięć historii, a każda z nich na swój sposób niepokojąca. Może się nam wydawać, że nie są ze sobą w żaden sposób powiązane, może nas nawet denerwować, że niektóre urywają się w najciekawszym momencie. Kiedy jednak przeczytacie je wszystkie, zobaczycie, że układają się w jedną całość, że czytaliście nie zbiór opowiadań (i to mimo że w podtytule znajdziecie słowo "opowiadania"), lecz dziwnie złożoną powieść. Co wspólnego mają ze sobą tragedia w kinie, niewidomy mężczyzna i mroczna piwnica? Przekonajcie się sami...






