Przejdź do głównej zawartości

Posty

Lucy Maud Montgomery "Ania na uniwersytecie"

Śmiało mogę stwierdzić, że "Ania na uniwersytecie" jest jedną z trzech najlepszych części całego cyklu (obok "Wymarzonego domu Ani" oraz "Rilli ze Złotego Brzegu"). Jest też zdecydowanie najbardziej romantyczna ze wszystkich ;)

Ten właśnie tom jest dla losów Ani przełomowy. Może ona nareszcie wyjechać na uniwersytet, aby dalej się kształcić i poszerzać swoje horyzonty. Pogłębia swoje przyjaźnie z seminarium, poznaje też nowych, ciekawych ludzi. Jedną z takich ciekawych osób jest Phil Gordon, piękna dziewczyna, która z czasem daje się lubić, chociaż, jak tak sobie pomyślę, ja bym się chyba z nią nie dogadała... To taka trochę "słodka idiotka", może tylko odrobinę bardziej inteligentna niż inne. W każdym razie - postać dosyć oryginalna, ale gdzie tam ją porównywać ze stateczną Dianą Barry czy też opanowaną Janką Andrews (lub, jak w tym tłumaczeniu, Jane)!

Widać, jak bardzo uniwersytet zmienia Anię, staje się bardziej "ogarnięta", nie jes…
Najnowsze posty

J. K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Mam mieszane uczucia. Z jednej strony nie mogłam się oderwać i pochłonęłam całość bardzo szybko, z drugiej chyba nie jestem gotowa na to, aby zaakceptować niektóre fakty przedstawione w tej książce. Ale od początku...

"Harry Potter i Przeklęte Dziecko", jak wskazuje nam już okładka, jest scenariuszem sztuki teatralnej Jacka Thorne'a, napisanej na podstawie oryginalnej opowieści Rowling, Tiffany'ego i Thorne'a właśnie. Sam spektakl wzbudził swego czasu wiele emocji i kontrowersji, wystarczy sobie przypomnieć oburzenie jednych, a zachwyt drugich, kiedy okazało się, że w rolę Hermiony oraz jej córki Rose wcielą się czarnoskóre osoby. Ja sama należałam do grupy pierwszej, bo według mnie trzeba było dać kogoś zbliżonego wyglądem do Emmy Watson... Potem pojawiły się zarzuty rasizmu wobec tej właśnie grupy, co jest dla mnie kompletnie bez sensu. Ale wróćmy już może lepiej do scenariusza ;) Mamy tu sformułowanie: "na podstawie oryginalnej opowieści" - a ja się …

Budge Wilson "Droga do Zielonego Wzgórza"

Oto przed Wami największe czytelnicze rozczarowanie roku 2018. Książka, którą tak chciałam przeczytać i w której pokładałam tak wielkie nadzieje, okazała się niestety bardzo, ale to bardzo słaba. Nie ma co ukrywać, jest mi trochę przykro z tego powodu, ale cóż zrobić, nie będę żadnej recenzji słodzić na siłę, czasem trzeba po prostu przełknąć rozczarowanie i postarać się zapomnieć o danej pozycji jak najszybciej.

"Droga do Zielonego Wzgórza" trafiła na moją listę książek do przeczytania już bardzo dawno temu, ale nie było nam jakoś po drodze. Jestem wielką fanką Lucy Maud Montgomery, bardzo chciałam więc przekonać się, jak Budge Wilson - pochodząca z Nowej Szkocji w Kanadzie, a więc z miejsca, gdzie wychowała się Ania Shirley - przedstawi losy rudej dziewczynki, zanim jeszcze przybyła do Cuthbertów.

Nie wystarczy powiedzieć, że się zawiodłam. To po prostu nie jest TA Ania. Gdzie jej wieczne gafy? Gdzie przygody? Chyba nie powiecie mi, że zaczęła popełniać błędy dopiero po t…

Remigiusz Mróz "W cieniu prawa"

- Jak się nazywasz?
- Erik.
- Erich?
- Matka zawsze twierdziła, że Erik - zaoponował. - Po polsku Eryk, po niemiecku Erich, a ja według niej byłem gdzieś pośrodku.

Galicja, rok 1909. Erik Landecki, pochodzący ze zgermanizowanej rodziny Ślązaków, zostaje przyjęty na stanowisko czyścibuta w austro-węgierskim dworku. Wszystko układa się po jego myśli, dopóki nie zostaje zamordowany dziedzic rodu von Reignerów, Julius. Erik, jako nowa osoba we dworze, zostaje oskarżony o morderstwo...

Przyznam, że początkowo książka mnie zachwyciła. To taki kryminał w stylu retro, a więc coś, z czym jeszcze nigdy wcześniej nie miałam do czynienia. Wszyscy bohaterowie są jak żywi, a akcja niesamowicie wciąga. Naprawdę nie mogłam się oderwać, pochłaniając stronę za stroną. Jeszcze większe oczy zrobiłam, kiedy okazało się, że zagadka zostaje rozwiązana już w połowie książki. Potem z takiego właściwego kryminału "W cieniu prawa" przerodziło się bardziej w powieść o zemście. Nie spodziewałam się tego, a…

Lucy Maud Montgomery "Ania z Avonlea"

Obiecałam sobie w tym roku, że przypomnę sobie wszystkie tomy serii o Ani Shirley. Szybko zdałam sobie jednak sprawę z tego, że przyjemności trzeba sobie rozsądnie dawkować, a zbyt szybko kończyć przygody z Anią nie chciałam, odkładałam więc czytanie kolejnych części na jeszcze chwilkę... i jeszcze... W tak zwanym międzyczasie udało mi się nawet przeczytać kilka tomów opowiadań Montgomery, a Ania nadal czekała na półce.

W końcu powiedziałam sobie: "dość". Trzeba w końcu dokończyć to, co się zaczęło. Tak oto z radością wzięłam w ręce "Anię z Avonlea" i mogę tylko żałować, że tak długo to odkładałam. Dopiero teraz widzę, jak bardzo brakowało mi klimatu książek Montgomery. Opowiadania to jednak nie to samo - trwają stanowczo za krótko!

Po tym, jak Ania zrezygnowała ze stypendium i wyjazdu na uniwersytet, objęła swoją dawną szkołę w Avonlea. Dziewczyna marzy o tym, żeby jej uczniowie ją pokochali, chce wtłoczyć w ich umysły żądzę wiedzy i ciekawość do świata. Okazuje …

Remigiusz Mróz "Deniwelacja"

Oto przed nami przykład sytuacji, w której pewnych serii już nie powinno się kontynuować. Tak to jest, kiedy autor zbyt zżyje się z bohaterami i już nie potrafi z nimi rozstać - pisze ciąg dalszy ich przygód, pytanie tylko... po co?

W górach znowu znaleziono zwłoki. Tym razem nie żyje grupa kobiet; czyżby Bestia z Giewontu znalazła kontynuatora? A może kontynuatorkę? I dlaczego jedna z martwych dziewczyn ma na sobie koszulę i czapkę Forsta?

Podczas gdy Dominika Wadryś-Hansen i Edmund Osica zachodzą w głowę, gdzie też podziewa się były komisarz, czytelnicy mogą śledzić jego misję w Hiszpanii. Wiemy, co robi Forst, nieznana jest jednak przyczyna jego postępowania, a autor długo trzyma nas w niepewności. W każdym razie - podczas czytania nasuwa się pytanie: Forst, co ty odwalasz?

To nie jest zła książka. Akcja nas wciąga - mimo niezrozumienia motywów kierujących głównym bohaterem - nie zaznamy tu nudy. Problem w tym, że to książka niepotrzebna. Naciągana. Taka trochę dla zdobycia czytel…

Neil Gaiman "Księga cmentarna"

Twórczość Neila Gaimana kusiła mnie już od dawna. Kiedy tylko zobaczyłam te przepiękne okładki od wydawnictwa MAG, postanowiłam, że chcę mieć chociaż jedną z nich na swojej półce, żeby się nią zachwycać i czytać, czytać, czytać... Wybrałam się więc do biblioteki i zadecydowałam, że na pierwszy ogień pójdzie "Księga cmentarna".

Historia przedstawiona w książce jest naprawdę niezwykła. Głównym bohaterem jest chłopiec, Nikt Owens (w skrócie Nik), którego rodzinę niegdyś zamordowano, a jemu udało się ujść z życiem dzięki szczęśliwemu przypadkowi. Schronienie znajduje na miejscowym cmentarzu, gdzie od tej pory żyje i wychowuje się. Duchy - mieszkańcy cmentarza - stają się jego rodziną i najlepszymi przyjaciółmi. Z tyłu okładki możemy przeczytać, że "Nik musi uczyć się życia od umarłych" i w sumie nie potrafiłabym ująć tego lepiej.

Takiej historii jeszcze w życiu nie czytałam. Ktoś w ogóle pamięta coś podobnego? Sam pomysł jest już znakomity, a i wykonanie bardzo fajne. …