Być może pamiętacie, jak bardzo pokochałam "Muchomory w cukrze" i "Wakacje pod morzem" Marty Bijan. Tak samo "Domy i inne duchy", ale o tym opowiem Wam innym razem. W każdym razie, po takiej fali zachwytów byłam pewna, że pokocham także "Nocne godziny". Niestety, trochę się przeliczyłam...
Do zamku w deszczowej Szkocji przyjeżdżają młodzi aktorzy grający postaci pozostawionego na pastwę losu rodzeństwa - Salli, Lamii i Kaila. Na miejscu wita ich ekscentryczna reżyserka Faustyna, która postanawia poeksperymentować nieco ze scenariuszem i wprowadza do akcji autentyczny niepokój.
Czasem lepiej nie mówić czegoś na głos. Czasem lepiej czegoś nie zapisać. Niektóre historie nie powinny zostać opowiedziane.
Książki Marty Bijan zawsze są połączeniem pewnej dozy absurdu i psychodelizmu, czyli dwóch rzeczy, których normalnie nienawidzę, a u Marty kocham. Nie wiem, jak ona to robi, po prostu jej proza jest tak wciągająca, a przy tym tak rozkosznie niepokojąca (wywołuje taki dreszcz, jaki Ania Shirley czuła przy mrocznych opowieściach), że nie sposób się od nich oderwać. I teoretycznie to wszystko znajdziemy tutaj. Mamy mnóstwo dziwnych, niepokojących scen, ale jednak cały czas z tyłu głowy miałam "to tylko gra, nie dzieje się tak naprawdę nic złego, wszyscy są bezpieczni". Chyba przekonałam samą siebie do tej wersji aż za bardzo, bo kiedy nadeszła brutalna prawda, wprost nie mogłam w nią uwierzyć.
I tu właśnie leży mój problem z tą powieścią - miałam za mało czasu, żeby pozbyć się tej myśli, że wszystko jest okej, a rozwiązanie nadeszło zbyt szybko i zbyt gwałtownie. W dodatku nie odpowiedziano na wszystkie pytania, jakie pojawiły się w trakcie (dodatkowe z nich nawet w samej końcówce). O ile takie psychodeliczne, nawet nieco absurdalne rozwiązania w pełni zaakceptowałam w innych powieściach Marty Bijan, tak w "Nocnych godzinach" wszystko wydało mi się jednak zbyt wydumane, zbyt na siłę.
Niestety jest to zatem jak do tej pory najgorsza książka Marty Bijan, jaką czytałam. Płynie się przez nią lekko, jak zwykle zresztą, pochłania ona czytelnika, ale jednak coś tu nie zagrało (sucharek). Ale może zagra u Was? Przekonajcie się sami.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz