Kochani, dziś mam dla Was recenzję książki, na wydanie której polscy czytelnicy czekali przynajmniej od 1974 roku, kiedy to wydana została w formie książki, lub też nawet od 1917 roku, kiedy opublikowano ją w formie odcinków w jednym z kanadyjskich czasopism. Mowa oczywiście o autobiografii L.M. Montgomery, mojej najukochańszej pisarki, którą znać możecie chociażby jako autorkę "Ani z Zielonego Wzgórza" (choć, jak zapewne pamiętają najstarsi czytelnicy bloga, ja największą miłością darzę historie o Pat i o Emilce).
Doczekaliśmy się nareszcie polskiego tłumaczenia "Alpejskiej ścieżki". Od razu zaznaczę, że nie znajdziecie tej książki w najbardziej znanych księgarniach internetowych, lecz w Ridero (dostępny jest ebook i wersja drukowana). Nie jest to reklama, bo książkę kupiłam za własne pieniądze - niemniej wszyscy miłośnicy Montgomery na pewno wdzięczni będą za informację, gdzie można się w tę autobiografię zaopatrzyć - ja sama wiem o niej właśnie od kogoś i tę informację przekazuję dalej :)