Czy zastanawialiście się czasem, co świętowali nasi przodkowie w czasach przedchrześcijańskich? Ile mamy z nimi wspólnego? Czy jakieś elementy ich świąt dotrwały do naszych czasów? Na te wszystkie pytania odpowie nam Anna Stasiak, etnografka znana też jako @slowianski.przewodnik. Jak się okazuje, możemy dowiedzieć się całkiem sporo o świętach słowiańskich, porównując święta obchodzone współcześnie, zwłaszcza używane w nich symbole niemające bezpośrednich korzeni w chrześcijaństwie, do pisanych źródeł historycznych. Przez tysiąc lat porządki chrześcijański i pogański się wzajemnie przenikały, dzięki czemu też wiele starych zwyczajów przetrwało w mniej lub bardziej zmienionej formie i możemy się nimi cieszyć do dziś.
Autorka w naukowy, lecz jednocześnie przystępny sposób prowadzi nas przez cały rok obrzędowy, zaczynając od jesieni, a na lecie kończąc. Początkowo może się to wydawać nieco dziwne - czy książka nie powinna zaczynać się od wiosny? - jednak w trakcie lektury staje się dla nas jasne, że wysiłki podejmowane w czasie każdej z pór roku najobfitsze owoce zbierają podczas punktu kulminacyjnego, jakim są żniwa - i dlatego właśnie żniwami kończymy opowieść. A potem znowu wracamy do jesieni... Taki podział na pory roku może nam także ułatwić czytanie - osobiście spędziłam z tą książką okrągły rok, nie czułam się też dzięki temu przytłoczona nadmiarem informacji i mogłam lepiej odnieść zdobytą podczas lektury wiedzę do tego, co działo się wokół mnie. Nie ukrywam też, że zamierzam do niej wracać, przypominając sobie odpowiednie fragmenty.
Nie znajdziemy tu zbyt wielu barwnych opisów świąt rodem z powieści o wczesnośredniowiecznych Słowianach - jest to raczej rekonstrukcja tego, jak to mogło wyglądać, jakie elementy mogły występować, zwłaszcza że i sami Słowianie różnili się między sobą w zależności od miejsca, w którym żyli. Oczywiście najprościej byłoby powiedzieć: "wszyscy Słowianie czcili tego i tego boga i na jego cześć wyprawiali takie i takie święto, na które składały się...", jednak nie oszukujmy się, odtworzenie tego nie jest takie proste. Zazwyczaj lubimy otrzymywać proste, jednoznaczne odpowiedzi na nurtujące nas pytania - jednak w przypadku Słowian powinniśmy raczej uzbroić się w cierpliwość, zgłębić się w różne hipotezy i sprawdzić, która z nich na podstawie znanych źródeł najbardziej do nas przemawia. Oczywiście nadal pamiętając, że to hipoteza, a nie prawda objawiona.
Jest też jeszcze jedna kwestia, na którą chciałabym zwrócić uwagę. Często przy jakichkolwiek świętach widzimy slogany mówiące, że Boże Narodzenie jest pogańskie, że Wielkanoc jest pogańska, no bo przecież i choinka, i pisanki są pogańskie. W skrócie, często widzę, jak słowiańscy influencerzy starają się po prostu wywołać w komentarzach burzę, a katolikom powiedzieć, że sami nie wiedzą, w co wierzą. I bardzo cieszę się, że autorka w swojej książce, wszak właśnie o świętach traktującej, nie przyjęła takiej narracji. Przy pisankach mówi nam chociażby, że jajka są uniwersalnym symbolem życia dla wielu ludów, nie tylko Słowian. Pisanki nie są zatem zarezerwowane ani tylko dla Wielkanocy, ani dla Jarych Godów. Przestańmy się o to kłócić i po prostu świętujmy to, co chcemy, z symboliką, jaka do nas przemawia, i nie umniejszajmy tym, którzy świętują inaczej.
Na koniec nie mogę nie wspomnieć o warstwie wizualnej książki. Lekturę uprzyjemniają nam przepiękne, szczegółowe ilustracje autorstwa Hanny Doli. O tym, z jakim poziomem szczegółowości mamy do czynienia, możecie się zresztą przekonać, patrząc już na okładkę. Czy nie jest cudowna?
Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić Was do lektury. Nie dopatrzyłam się w niej żadnych minusów, a to rzadko się zdarza, bo jak wiecie, bywam dość czepliwa ;) Czytajcie!
Wydawnictwo Insignis, Kraków 2025
Liczba stron: 419
Moja ocena: 10/10



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz