W liceum jedną z moich lektur szkolnych był fragment "Chłopów" Reymonta - a konkretniej, "Jesień", czyli sam początek. Przeczytałam ten fragment z ogromną przyjemnością i obiecałam sobie, że muszę koniecznie tę powieść dokończyć, kiedy tylko nadejdzie kolejny rok i kolejna jesień - bo wiedząc, że książka dzieli się na cztery pory roku, tak właśnie chciałam ją czytać - "Jesień" jesienią, "Zimę" zimą itd. Jednak każdej jesieni zapominałam, że to już ten czas i przypominałam sobie za późno. Aż w końcu się udało - choć od liceum minęły wieki ;) Ale tak, udało mi się przeczytać "Chłopów" zgodnie z wymyślonym przed latami planem - zaczęłam jesienią, a skończyłam latem. Przeżyłam z tą książką wspaniały czas, okrągły rok...
Życie na wsi toczy się zgodnie z porami roku. Każda z nich to inny rodzaj ciężkiej pracy - od kopania ziemniaków, przez zbieranie chrustu na opał i obsiewanie ziemi po żniwa. Nie inaczej jest w Lipcach - wsi położonej między Łodzią a Skierniewicami. To mała, zamknięta społeczność, w której każdy zna każdego i wie o nim wszystko, a na osoby z sąsiednich wsi patrzy się raczej z niechęcią. I to właśnie tutaj mieszkają chłopi - Maciej Boryna skłócony ze swoim synem Antkiem, lipecka piękność Jagna Paczesiówna, bystra, niegryząca się bynajmniej w język Jagustynka i inni, których losom się przyglądamy...