sobota, 5 września 2026

Klasyka wśród romansów paranormalnych. Stephenie Meyer "Zmierzch"

Nie uwierzycie, ale do tej pory ani nie czytałam nigdy "Zmierzchu", ani też nie oglądałam nakręconych na podstawie serii filmów. Kiedy moje koleżanki z klasy zaczytywały się w tej słynnej serii i dzieliły się na "team Edward" i "team Jacob", ja czytałam powieści Montgomery i "Harry'ego Pottera". Nie żałuję, bo do tej pory uwielbiam wszystkie te powieści, ale jednak gdzieś z tyłu głowy jakiś głosik szeptał mi: "szkoda, że na Meyer też nie znalazłaś czasu!".

Kiedy nastoletnia Bella Swan zmuszona jest przeprowadzić się ze słonecznego Phoenix do deszczowego Forks, do ojca, nie jest zbyt zachwycona. W nowej szkole poznaje jednak tajemniczego, pięknego Edwarda Cullena, skrywającego pewną tajemnicę...

Sięgając po "Zmierzch", spodziewałam się powieści, od której nie będę mogła się oderwać, a jednocześnie napisanej po prostu średnio. I moje oczekiwania spełniły się w stu procentach. "Zmierzch" napisany jest momentami dość topornie, analiza psychologiczna postaci mocno kuleje, a jednak mimo tych wad świetnie się przy lekturze bawiłam. W powieści znajdziemy oczywiście "wielką miłość", która być może jest swego rodzaju miłością ze strony Edwarda, ale Bella?... Błagam, ona jedynie cały czas powtarza, jaki Edward jest piękny i tajemniczy, a ani razu nie spytała go przykładowo o jego zainteresowania. Edwarda określa jedynie jego wygląd i mroczna tajemnica, nie wiemy o nim nic jako o człowieku, którym próbuje przecież być, wiemy tylko, że słucha starej muzyki. To za mało, żeby mówić o wielkiej miłości. 

Mimo to, tak jak wspomniałam, bawiłam się przy lekturze fantastycznie. Akcja jest wartka, a wszystkie momenty, które miały być tajemnicze, jakoś mnie śmieszyły (Edward zachowujący się, jakby Bella śmierdziała - przecież to prawdziwa komedia!). Nie wspomnę o tajemnicach klanu powierzonych Belli przez Jacoba na pierwszym spotkaniu - co to była za katastrofa?! Czy naprawdę do odkrycia strzeżonej przez prawie sto lat tajemnicy wystarczyła rozmowa z nabuzowanym nastolatkiem i jeden wieczór z Googlem? Czemu Bella nie jest przerażona swoim odkryciem, nie stosuje żadnego wyparcia, tylko po prostu godzi się z losem, jak gdyby nigdy nic? Bo Edward jest piękny? A co, gdyby był brzydki, czy też byłaby zachwycona jego zachowaniem? (Tu spoiler do końca akapitu dla tych, co jeszcze nie czytali: gdyby jakiś koleś, niekoniecznie nawet pragnący waszej krwi, przyznał wam się, że co wieczór podgląda was przygotowujących się do snu, to chyba wpadlibyście w panikę, prawda? A Bella jest zachwycona, no bo to przecież piękny Edward! No ludzie!).

Jak głupi czasem nie wydawałby się nam "Zmierzch", należy jednak już do klasyki romansów paranormalnych. Mało tego, to właśnie ta powieść swego czasu zapoczątkowała dość długą modę na romanse tego typu w literaturze młodzieżowej. Sama, choć do "Zmierzchu" aż do tej pory nie dotarłam, to w wielu 12-14 lat zaczytywałam się w serii o Laurel autorstwa Aprilynne Pike, która także należy do nurtu paranormal romance, a która do tej pory jest bliska mojemu sercu. I tak sobie myślę, że gdybym jednak przeczytała "Zmierzch" w wieku lat kilkunastu, to "Laurel", inspirowana baśniami, legendami o królu Arturze i nawet trochę Szekspirem (za które to odwołania najbardziej kocham tom drugi serii), byłaby mi jednak bliższa niż wampiry i wilkołaki. Niemniej, taki wysyp paranormalnych młodzieżówek zawdzięczaliśmy niczemu innemu, jak "Zmierzchowi", i należy o tym pamiętać.

Co jeszcze jest ciekawe w "Zmierzchu" i co warto zaznaczyć, to to, jakim teleportem do wczesnych lat 2000. się okazał. W momencie wydania tej historii była to współczesność - teraz, po tylu latach, cała ta otoczka lat 2000. jest wartością dodaną. Nie da się nie uśmiechnąć z nostalgią, przypominając sobie okropne męskie fryzury typu "kolce na żel", które teraz jednoznacznie kojarzą się nam z pewnym okresem, a które w "Zmierzchu" miały się jeszcze bardzo dobrze.

Choć zatem dostrzegam wszystkie wady "Zmierzchu", to jednak miło spędziłam z tą książką czas i chętnie sięgnę po kolejne tomy. Kiedy, to jeszcze nie wiem, bo mam milion zaczętych serii, które najpierw wypadałoby skończyć, ale na pewno kiedyś to zrobię. 


Tom I serii "Zmierzch"
Tytuł oryginału: Twilight
Data pierwszego wydania: 2005
Tłumaczenie: Joanna Urban
Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2010
Liczba stron: 415
Moja ocena: 5,5/10

Zmierzch / Księżyc w nowiu / Zaćmienie / Przed świtem 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Klasyka wśród romansów paranormalnych. Stephenie Meyer "Zmierzch"

Nie uwierzycie, ale do tej pory ani nie czytałam nigdy "Zmierzchu", ani też nie oglądałam nakręconych na podstawie serii filmów. K...