Trzeba patrzeć, na co się siada. Bo przykładowo można, tak jak nasi upiorni bohaterowie, usiąść na Kamieniu Nieszczęścia. A wtedy nieszczęście murowane.
Wegewąpierz Radosław, strzygoń Bezmir i domowik Witek przypadkowo przywołują do Jawii legendarne stwory. Postaci z legend nie za bardzo jednak umieją odnaleźć się we współczesnym świecie i swoim zachowaniem powodują masę kłopotów. Pora odesłać je do Nawii, i to czym prędzej!
Być może pamiętacie, jak w jednym z postów na Instagramie skarżyłam się, że nie lubię głównego bohatera serii o Powierniku, Marka Lichockiego. "Trzej maszkaronowie" stanowią dodatek do tej serii, i o dziwo bardzo, bardzo mi się podobała ta lektura! Wiecie, co jest w niej najlepsze? Że nie ma tu Marka, bo wyjechał na wakacje, i śledzimy przygody bohaterów drugoplanowych w postaci słowiańskich stworów.
Czytając "Trzech maszkaronów", naprawdę można pęknąć ze śmiechu. To fantastyczna lektura, idealny poprawiacz humoru, przy tym książka napisana jest w lekki sposób, z mnóstwem odniesień do popkultury. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że wcale nie musicie znać historii Marka Lichockiego, żeby dobrze bawić się przy lekturze "Trzech Maszkaronów". Nasi słowiańscy bohaterowie całkowicie skradli show. Do moich ulubionych rozdziałów należą ten o Złotej Kaczce (zauważcie, że przed wylotem do Nawii raczyła nawet zapozować do zdjęcia!) i o Smoku Smogu Wawelskim.
To ja tu poświęcam moje młode życie, skaczę do Wisły, żeby nas tu "tyran lemański" nie zbałamucił, a tu co się wyrabia? - Wstała i zaczęła gwałtownie gestykulować, trajkocząc jak najlepsza krakowska przekupka. - Pojawiam się nagle w Jawii, a tu proszę, kupa jakichś metalowych pudeł na kołach, a na pudłach napisy: Volkswagen, Mercedes, Bayerische Motoren Werke. Albo siadam nad rzeką, a tu mi w oczy świeci jakiś napis Siemens, a tuż obok Deutsche Bank.
Jeśli kochacie legendy, to jest to dla Was pozycja obowiązkowa!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz