niedziela, 30 listopada 2025

Fascynująca biografia trzech sióstr. Monika Śliwińska "Panny z Wesela"

Jakiś czas temu opowiadałam Wam o moim powrocie do "Wesela". Zwróciłam przy tym uwagę na występujące w dramacie kobiety - trzy siostry Mikołajczykówny, chłopki z podkrakowskich Bronowic. Jest zatem Anna ("Gospodyni"), żona znanego malarza i posła Włodzimierza Tetmajera. Dalej - Maria, muza kolejnego malarza - Ludwika de Laveaux, zmarłego w młodym wieku ("Widma"). Wreszcie - Jadwiga, u Wyspiańskiego "Panna Młoda", żona poety Lucjana Rydla. Można się zastanawiać, jak to możliwe, że tacy artyści, takie osobistości - ówcześnie można by nawet powiedzieć "celebryci" - zainteresowali się akurat tymi siostrami? Jak wyglądało dalsze życie tych kobiet, czy takie "mieszane" małżeństwa przetrwały próbę czasu? Czy miłość skończyła się utratą zainteresowania chłopstwem czy może przetrwała lata wzmocniona? Na wszystkie te pytania odpowiedź próbuje znaleźć Monika Śliwińska w biografii, jakiej jeszcze nie było - bo skupiającej się na kobietach, a nie artystach.

Znakomita jest to książka. Naprawdę świetna. Jeśli boicie się biografii, bo myślicie, że "Panny z Wesela" napisane są stylem rodem z Wikipedii, to od razu Was uspokoję - Monika Śliwińska potrafi przekazywać informacje w interesujący sposób. Oczywiście, lata największego spokoju mogą wydawać się nam, jako czytelnikom, nudne. Pamiętajmy jednak, że jest to biografia, więc postarajmy się nie rozpatrywać tego w takich kategoriach - czy w życiu nie potrzebujemy właśnie takiej codziennej, spokojnej nudy? A życie naszych bohaterek w wielu momentach naprawdę bywało burzliwe.

Dzięki lekturze tej biografii możemy spojrzeć na nasze bohaterki nie tylko przez pryzmat mężczyzn, z którymi się związały, ale też poznać ich charakter, zobaczyć, że choć często wrzuca się je do worka z napisem "chłopomania", to tak naprawdę każda z nich jest zupełnie inna, ma inną osobowość. Widzimy np. późniejsze lata Marii i dochodzimy do wniosku, że nie była w życiu zbyt szczęśliwa, a przynajmniej nie tak, jak jej siostry. Później przypatrujemy się chorowitej Jadwidze, często cichej i zamkniętej w sobie, ewidentnie speszonej zainteresowaniem, jakie wywołał nie tylko jej ślub ze znanym poetą, ale też modny dramat Wyspiańskiego, w którym przecież nie została przedstawiona w najbardziej pozytywnym świetle. Ale też widzimy miłość, jaką darzą się małżonkowie. Czuć to w listach, jakie do siebie piszą - czy to Lucjan do Jadwigi ("Moja Najśliczniejsza, Najdroższa Żonusiu! (...) Tak Cię strasznie kocham dziecino jedyna najsłodsza, że się doczekać nie mogę powrotu. (...) Wszystko to mnie cieszy bardzo, ale jeszcze bardziej to, że w niedzielę wieczorem najdroższą moją Jadwisieńkę ucałuję po tysiąc tysięcy razy. Polecam Was wszystko troje boskiej opiece - do widzenia duszo moja, moje ty życie jedyne najmilsze"), czy też Jadwiga do Lucjana ("Bardzo cie całuje muj z Łociótki Lutecku bośty jest mój"). 

Oddzielny akapit poświęcić należy Annie Tetmajerowej. Cóż to była za kobieta! Im dłużej o niej czytałam, tym bardziej ją lubiłam. Największy mój szacunek wzbudziła, kiedy czytałam o jej wojennych losach, kiedy była już wdową - i chodzi mi tu o II wojnę światową, bo pamiętajmy, że przeżyła dwie. Niewiarygodne, jak po tylu ciężkich przeżyciach nie zatraciła ani krztyny poczucia humoru. Bo wyobraźcie sobie taki scenariusz: przed wybuchem wojny przeprowadzacie się do najmłodszej córki w okolice Lwowa, tam jednak NKWD wywozi Was na Syberię. Drakońskie warunki, szybka utrata dużej części włosów, śmierć bliskich, a następnie tułaczka od Iranu aż po Indie, żeby tylko wrócić do Bronowic. Niejeden by się złamał... a Anna w listach do rodziny, będąc na zsyłce na Syberii, pisze tak: "Ja jesdym zdrowa. Nawet przytyłyśmy, włosy nam otrastają, mamy apetyty. Ja sie rosjeśdziłam na starość. Nawet na Sybir przyjechałam".

Warto przy tym wspomnieć o najmłodszej Tetmajerównie, Krystynie - później Peszyńskiej, a jeszcze następnie Skąpskiej. Jej losy po zsyłce na Syberię razem z matką rozbiły moje serce na kawałki. W ciągu tygodnia (!) straciła męża i dwójkę dzieci - każdą z tych osób oddzielnie. 22 marca 1940 roku urodziła na Syberii małą Stanisławę (została tam wywieziona, będąc już w zaawansowanej ciąży). 29 marca jej mąż Zbigniew umiera zatruty gazami kopalnianymi. 1 kwietnia umiera dwuletnia Basia. Cztery dni później umiera malutka, zaledwie dwutygodniowa Stasia. Który człowiek wytrzymałby tyle ciosów? A jednak, Krystyna parę lat po wojnie odnajduje szczęście przy boku równie poranionego przez los mężczyzny, którego żona zginęła w Auschwitz.

W pamięci pozostają także losy najstarszej Tetmajerówny, Isi (którą możecie jako dziecko pamiętać z "Wesela"), która w czasie wojny została rozdzielona z mężem i synem, a których to mężczyzn los rzucił ostatecznie do Wielkiej Brytanii, gdzie postanowili po wojnie zostać. Na spotkanie z mężem Isia czekała 17 (tak, siedemnaście!) lat.

Jako miłośniczka kultury ludowej nie mogę nie wspomnieć o przepięknych fotografiach umieszczonych w książce. Możemy na nich oczywiście zobaczyć nasze bohaterki w przepięknych strojach krakowskich. Jedno zdjęcie jest piękniejsze od drugiego! A przy tym są bardzo dobrej jakości, więc możemy do woli przyglądać się kwiatowym spódnicom i chustom, kilku rzędom korali, czy też starannie wyszywanym gorsetom. Uczta dla oczu.

Szczerze mówiąc, nie znajduję żadnych wad w tej książce. Jest napisana z rozmachem, posiada imponującą bibliografię, widać, że autorka przed napisaniem biografii zapoznała się dosłownie ze wszystkim, co tylko zostało na temat bohaterów "Wesela" powiedziane. Sięgnęła także po rękopisy i maszynopisy przechowywane w zbiorach rodziny, rozmawiała z potomkami Mikołajczykówien. Wykonała tytaniczną pracę, a przy tym nie zataiła żadnych źródeł, które wskazywałyby na jakieś rysy na charakterze wszystkich bohaterów. Przedstawiła ludzi takimi, jacy rzeczywiście byli. Bardzo, bardzo polecam!


Data pierwszego wydania: 2020
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020
Liczba stron (bez bibliografii): 600
Moja ocena: 10/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Miłość silniejsza niż... czas. Elyse Douglas "Świąteczny list"

W tym świątecznym okresie chciałabym pokazać Wam książkę łączącą ze sobą wątki, które wiem, że mogą zaintrygować wiele osób :)  Pielęgniarka...