wtorek, 28 lipca 2026

Kiedy smoki rządziły Westeros. George R. R. Martin "Ogień i krew"

Przez wiele, wiele lat broniłam się przed oglądaniem "Gry o tron" - i w sumie dobrze, bo myślę, że musiałam do tej historii nieco "dorosnąć". Aż wreszcie zmusił mnie mój mąż... a ja całkowicie wsiąknęłam w ten świat, oglądając wszystkie sezony, a zaraz potem także "Ród Smoka" i "Rycerza Siedmiu Królestw". Mój wielki maraton zakończył się jakoś w lutym albo w marcu, dowiedziałam się, że nowy sezon "Rodu Smoka" wychodzi w czerwcu - i podjęłam szybką decyzję: do czasu tej premiery chcę przeczytać "Ogień i krew". I prawie-prawie się udało, bo w chwili premiery do końca książki zostało mi jedynie około 70 stron (z ponad 1000). W każdym razie, całą historię dotyczącą Tańca Smoków, której to wojny domowej dotyczy serial, miałam już ogarniętą. 

No dobrze, ale czym się właściwie różni "Ogień i krew" od serii "Pieśń lodu i ognia"? "Ogień i krew" to prequel, którego akcja toczy się kilkaset lat przed wydarzeniami z "Gry o tron", w czasach panowania dynastii Targaryenów - od Aegona Zdobywcy do Aegona III (historia urywa się w trakcie jego rządów, kiedy kończy się panowanie regentów, a zaczyna władać sam król). 

Nie jest to powieść taka, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni, ponieważ w tym przypadku Martin postanowił przedstawić nam historię Targaryenów jako kronikę napisaną przez Maestera. Jest to bardzo ciekawy zabieg, bo jak to w kronice, narrator czasem nie wie, co dokładnie się wydarzyło, i podaje jedynie hipotezy (i tu też trochę boli mnie serce, że twórcy serialu nie wykorzystali potencjału tych stawianych hipotez, bo bywały i takie, które stawiały Rhaenyrę w bardzo niekorzystnym świetle, a które mogłyby trochę zdjąć ją z pozycji "tej dobrej" - choć w sumie emisja trzeciego sezonu jeszcze jest w trakcie, więc mooooże, kto wie...). 

W każdym razie, mimo że "Ogień i krew" pisana jest jak kronika, to kiedy już przyzwyczaimy się do tego powolnego tempa czytania i prawie całkowitego braku dialogów, to całkowicie "wsiąkamy" w historię, a cała toporność formy znika. Objawia się nam za to wielki umysł Martina i jego geniusz pisarski (a mówię to bez czytania żadnej jego innej książki - ta mi wystarczyła do powzięcia takich wniosków). Tyle pomysłów, tyle zwrotów akcji, a to wszystko jakby mimochodem, bo nie w powieści, a w kronice... Martin (albo kronikarz ;)) porywa nas w świat bitew, politycznych przepychanek, podatków (które potrafią doprowadzić do upadku niejednego u władzy), wreszcie dworskiego życia i planów matrymonialnych całych pokoleń Targaryenów. 

Ciekawe okazują się nam nawet te fragmenty, które po przejrzeniu spisu treści moglibyśmy uznać za zapewne najbardziej nużące. Co bowiem interesującego może dziać się podczas rządów Jaehaerysa, najdłużej panującego króla? A jednak to właśnie te fragmenty, które uważałam, że będą najnudniejsze, wciągnęły mnie do reszty. Wspaniale zostały tu narysowane charaktery postaci, czego paradoksalnie nieco zabrakło mi przy samym Tańcu Smoków - wojna domowa się już zaczęła, a jak myślałam: "to jakie cechy charakteru ma właściwie w książce Rhaenyra?". Myślę, że można było szerzej opisać rządy Viserysa i tam nakreślić charakter jego córki, tak jak miało to miejsce ze świetnie opisanym Daemonem.

No i na koniec: smoki!!! Jeśli jesteście miłośnikami tych stworzeń, to z pewnością lektura "Ognia i krwi" Was usatysfakcjonuje. Smoki są tu niesamowicie ważne, to właśnie one były nieodzowną pomocą przy zdobywaniu przez Aegona i jego siostry-żony Westeros, a w późniejszych latach były wytłumaczeniem dla niemalże "boskiego" pochodzenia Targaryenów.

Z kwestii technicznych, dodam tylko, że książka ze względu na swoje olbrzymie gabaryty została podzielona na dwie części - nie są to jednak dwa tomy serii, lecz jeden podzielony ze względu na objętość. 

Cóż więcej mogę powiedzieć: jeśli jesteście fanami Westeros, to i tę książkę musicie koniecznie przeczytać! 


Tytuł oryginału: Fire and Blood
Data pierwszego wydania: 2018
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2018
Liczba stron: 1116 (611 + 505)
Moja ocena: 9/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kiedy smoki rządziły Westeros. George R. R. Martin "Ogień i krew"

Przez wiele, wiele lat broniłam się przed oglądaniem "Gry o tron" - i w sumie dobrze, bo myślę, że musiałam do tej historii nieco ...