Lektura powieści Marty Bijan zawsze wiąże się dla mnie z ekscytacją. Obojętnie, czy lektura mnie zachwyci czy okaże się po prostu dobra, nigdy jeszcze nie uznałam tego czasu za zmarnowany. Pióro Marty magnetyzuje równie mocno, jak jej głos.
Tym razem poznajemy Noe i jej przyjaciół - Tymona, Klarę i Sebastiana. Gdy Noemi znajduje informację o zbliżającym się końcu świata, grupa przyjaciół sprawdza to i okazuje się, że ta konkretna data pojawia się w kilku niezależnych źródłach, więc rzeczywiście może być coś na rzeczy... I wtedy postanawiają ten koniec świata spędzić w miejscu najbardziej do tego nieodpowiednim - w wesołym miasteczku.
Im głębiej w wesołe miasteczko wchodzimy, tym też więcej dowiadujemy się o naszych bohaterach - a skrywają oni, jak to zresztą u Marty Bijan bywa, wiele tajemnic. Znam już twórczość autorki dość dobrze, więc po prostu wiedziałam, że gdzieś tutaj skrywa się drugie dno, i nie przeliczyłam się. Marta Bijan kieruje nasze podejrzenia na temat bohaterów w pewną stronę, i oczywiście znów wywodzi nas na manowce. W pewnym miejscu zaczęłam spostrzegać, że coś się nie zgadza, znalazłam nawet alternatywne rozwiązanie, i znów się pomyliłam.
"Jutro już było" przeszywa nas największym dreszczem już na samym końcu, kiedy wszystkie elementy układanki zaczynają wskakiwać na swoje miejsce. Zabrakło mi jednak do pełnego obrazka kilku puzzli - przede wszystkim dokładniejszego wytłumaczenia tego, co zadziało się w domu strachów. Mieliśmy też trochę za mało czasu, żeby zżyć się z naszymi bohaterami, zrozumieć, dlaczego wybrali takie, a nie inne miejsca na przeżycie tego końca świata. Czemu dom strachów, a nie np. rollercoaster?
Tak jeszcze a propos wesołego miasteczka - zawsze najbardziej lubiłam diabelski młyn. To idealne miejsce dla kogoś, kto niezbyt lubi wyrzuty adrenaliny, a jednocześnie kocha wszelkiego rodzaju wieże widokowe i punkty obserwacyjne. I w powieści Marty Bijan ten właśnie niepozorny diabelski młyn zyskuje nowe oblicze, staje się symbolem świata rozpadającego się kawałek po kawałku. Nie powiem, pięknie to było pomyślane.
Choć zatem "Jutro już było" nie wskakuje na podium moich "bijanowych" książek (na szczycie nieodmiennie plasują się "Muchomory w cukrze", "Domy i inne duchy" oraz "Wakacje pod morzem"), to cieszę się z czasu, który spędziłam razem z bohaterami. To dobra lektura - nie wybitna, ale dobra i lekko niepokojąca. Taka, jak lubię.
Wydawnictwo Young, Białystok 2025
Liczba stron: 192
Moja ocena: 6/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz