Na rynku czytelniczym pojawia się tyle kryminałów, a opisy wszystkich brzmią tak podobnie do siebie, że potrzeba naprawdę dobrego haczyka, żeby złowić czytelnika dla konkretnej powieści. Przy powieści Katarzyny M. Majdanik "Monochrom. Tajemnice Wielopola" takim haczykiem okazała się dla mnie wspomniana w opisie postać Stanisława Wyspiańskiego. Czy jestem zadowolona z tego, że udało się mnie jako czytelniczkę złapać? Zapraszam do czytania dalej.
Wielopole to miasteczko u podnóża Gór Świętokrzyskich, w którym wszystko kręci się wokół potomków jego założycieli - rodziny Wielopolskich. Pani prezydent miasta, dyrektorka miejscowego szpitala, szef policji - wszystkie najważniejsze osoby w miasteczku to albo Wielopolscy, albo osoby bezpośrednio z nimi skoligacone. Z historią Wielopolskich związane jest oczywiście także miejscowe muzeum, a w nim jedna z najważniejszych rodowych pamiątek - obraz Stanisława Wyspiańskiego. Dlatego gdy drogocenne płótno ginie, a kustosz muzeum zostaje odnaleziony martwy, wszystkie służby zostają postawione na baczność. Sprawę prowadzić ma Gosia - najnowsza zdobycz wielopolskiej Policji, w nieoficjalnym - ale służbowo zaleconym - porozumieniu z najmłodszym dziedzicem miejscowego dworu, Aleksandrem Wielopolskim.






