UWAGA: spoilery do poprzednich tomów.
Oj, długo czytałam tę serię. Jednak nie dlatego, że była nudna. Wręcz przeciwnie - nie chciałam jej kończyć. Finalny tom traktowałam jak ostatnie ciastko, które chowam z powrotem do pudełka, aby nieco przedłużyć tę świadomość, że jeszcze jakieś zostało, że mogę poczuć ten cudowny smak po raz kolejny i delektować się nim. W końcu nie mogłam się już jednak dłużej opierać pokusie i postanowiłam zmierzyć się z finałem.
Życie w Przytulisku toczy się dalej. Ot, taki Wam zostawię opis fabuły. Mam wrażenie, że nie było już w tym tomie jakiegoś motywu przewodniego oprócz właśnie tego życia, które kręci i kręci się dalej, tak właśnie, jak w kołowrotku. Obserwujemy zmagania literackie Michaliny, razem z Kostką rozpracowujemy jej plan zdobycia stażu u Pommiera, śledzimy zmagania moralne Franciszka. Ten brak głównego wątku o dziwo w niczym mi nie przeszkadzał, a wręcz czytało mi się świetnie. Niby nie było tu pędzącej w zawrotnym tempie akcji, a jednak czułam, że ta historia mnie pochłania, że przewracam stronę za stroną, nie mogąc - i nie chcąc - przestać, o ile nie jestem do tego zmuszona.






