poniedziałek, 15 lutego 2021

Sophie Anderson "Dom na kurzych łapach"

Od zawsze uwielbiam wszelkie opowieści o Babie Jadze. Od zawsze też uwielbiam piękne okładki! Nic dziwnego, że koniecznie musiałam przeczytać "Dom na kurzych łapach"... który niestety okazał się dla mnie dużym rozczarowaniem.

Marinka mieszka razem z babcią w domu na kurzych łapach. Jak się można domyślić, babcia Marinki nie jest zwyczajną babcią, lecz Babą Jagą, która strzeże Bramy między światem żywych a światem umarłych i co noc przeprowadza dusze zmarłych na drugą stronę. A dom, jako że ma kurze łapy, nie zamierza nigdy zbyt długo stać w jednym miejscu i bardzo często podróżuje. Marinka wolałaby jednak, aby jej życie było zwyczajne, aby mogła zostać gdzieś na dłużej, zaprzyjaźnić się z kimś.

O zmierzchu zapalam w czaszkach świece. Pomarańczowa poświata mruga zza ich pustych oczodołów, przywołując umarłych. Pojawiają się na horyzoncie jako mgła, nabierają kształtów, potykają się na skalistym gruncie obok naszego domu.

Na pochwałę zasługuje cały ten pomysł z Babą Jagą, która nie jest straszna, lecz która pomaga zmarłym pogodzić się z ich śmiercią i wspomnieć swoje życie z radością w niebijącym już sercu. Ja co prawda wolę to straszniejsze oblicze Baby Jagi, jednak doceniam, że autorka zrobiła to po swojemu, ukazując nam, że być może ta znana starowinka nie była wcale zła, a ludzie bali się jej, bo widzieli dusze zmarłych wchodzące do jej domu i, myśląc, że to żywi ludzie, którzy nie wychodzą, doszli do wniosku, że Baba Jaga ich wszystkich zjada?

czwartek, 11 lutego 2021

L.M. Montgomery "Biała Magia"

Dziś przygotowałam dla Was post o kolejnym zbiorze opowiadań Lucy Maud Montgomery, jakim jest "Biała magia". Wydawca pisze o nim:

"Biała magia" to tom wyjątkowy w twórczości L. M. Montgomery. Autorka dotyka ciemnych stron ludzkiej natury, ale też przekonuje nas, że można wznieść się ponad nienawiść i pokonać zło, odzyskać wiarę w ludzi i odnaleźć cel w życiu. Znakomicie łączy pierwiastki powieści gotyckiej i zjawiska nadprzyrodzone z melodramatem. Przekonuje nas, że można wracać spoza grobu i pomagać bliskim, że miłość może pokonać śmierć i zło.

Spodziewałam się tu ujrzeć więcej tego pierwiastka Montgomery, który ukazuje nam ona w cyklu o Emilce (kto czytał, ten na pewno wie!) czy też w "Ani z Wyspy Księcia Edwarda". Tu na szczególną uwagę zasługuje opowiadanie "Świątobliwa oszustka", które we wspomnianej przeze mnie powieści się pojawiło, aczkolwiek w nieco zmienionej formie (więcej piszę pod spodem, w opisie opowiadania).

poniedziałek, 8 lutego 2021

Leonard J. Pełka "Polska demonologia ludowa"

Już od bardzo dawna nie miałam takiego uczucia, że kompletnie nie wiem, co napisać o danej książce i czy w ogóle oceniam ją bardziej pozytywnie czy negatywnie. No, dobra, trochę przesadziłam - tu negatywnie nie będzie, ale czy jest też aż tak pozytywnie, jak bardzo ta książka na to zasługuje? Bo naprawdę czuję, że obiektywnie rzecz ujmując powinnam dać jej ocenę przynajmniej 8/10, a jednak... chyba po prostu trafiłam na nią w złym czasie, kiedy miałam masę zajęć na studiach i potrzebowałam czegoś lekkiego, a zaczęłam czytać właściwie pracę naukową... Tak więc po lekturze czułam się zmęczona, a przecież tak bardzo chciałam tę książkę przeczytać!

To nie był pierwszy raz, kiedy czytam lekturę naukową na temat Słowian - wystarczy przypomnieć "Mitologię Słowian" Gieysztora, którą niemalże pochłonęłam i nie mogłam się od niej oderwać! Podejrzewam, że "Polska demonologia ludowa" też by mogła mnie zachwycić, gdybym tylko czytała ją w innym czasie.

Jednak mówiąc już o książce samej w sobie - jaki jest tytuł, każdy widzi, i można z niego z grubsza wywnioskować, o czym lektura traktuje ;) Ja czytałam stare wydanie, jednak niedawno ukazało się wznowienie. Postanowiłam  o tym wspomnieć, ponieważ na okładce tego nowego wydania widnieje podtytuł "Wierzenia dawnych Słowian", a jest to niestety chwyt marketingowy związany, jak myślę, z coraz większą modą na literaturę związaną ze słowiańskością, zwłaszcza tą dawną, przedchrześcijańską. A "Polska demonologia ludowa" traktuje o naszej rodzimej demonologii w sposób inny - tutaj oddam głos samemu autorowi:

czwartek, 4 lutego 2021

James Luceno "Tarkin"

Zapewne większość z Was jeszcze tego nie wie, ale jestem ogromną fanką "Gwiezdnych Wojen". Już od dawna chciałam przeczytać jakąś powieść z tego uniwersum, ale przerażała mnie liczba wydanych przez lata książek. Na domiar złego okazało się, że w związku z premierą "Przebudzenia mocy" wszystkie wydane wcześniej książki "wyrzucono" z kanonu i postanowiono stworzyć nowy, spójny kanon zgodny z najnowszą trylogią. Co ciekawe, część "starego" kanonu wznowiono jednakże jako "legendy".

Ze mnie jest jednak straszny uparciuch i postanowiłam nie przejmować się zbytnio podziałem na "stary" i "nowy" kanon. Zapoznałam się z wieloma recenzjami i rankingami książek obu kanonów i wypisałam sobie te, z którymi chciałabym się poznać bliżej. Jedną z takich pozycji był "Tarkin" Jamesa Luceno, należący do "nowego" kanonu.

Każdy, kto oglądał "Nową Nadzieję", z pewnością zapamiętał postać wielkiego moffa Tarkina, dowódcy Gwiazdy Śmierci. Jest to postać niewątpliwie bardzo intrygująca, dlatego też koniecznie musiałam przeczytać powieść opowiadającą wcześniejsze losy mężczyzny i jego drogę do kariery.

poniedziałek, 1 lutego 2021

Katarzyna Berenika Miszczuk "Noc Kupały"

Wyobraźcie sobie, że Mieszko I nie przyjął chrztu, a Polska nadal jest pogańskim krajem. Królują wierzenia w słowiańskich bogów, ale Wy uważacie to za kompletną bujdę. Aż tu nagle znikąd pojawia się kilku bogów i jeden nieśmiertelny przystojniak, którzy twierdzą, że jesteście widzącą, która ma znaleźć w Noc Kupały legendarny kwiat paproci, o którym każdy z nas na pewno słyszał w dzieciństwie. Coś takiego właśnie spotkało Gosię.

W tym tomie Gosława nadal będzie przygotowywać się do tej Nocy, którą już sam tytuł nam przypomina. Co właściwie czuje do niej Mieszko? Okazuje się, że wcale nie jest to takie proste, jak by się mogło wydawać po zakończeniu "Szeptuchy". Co zrobi, jeśli okaże się, że jego dawna żona, Ote, nadal istnieje? I jak? Wreszcie - czy Gosia rzeczywiście znajdzie kwiat paproci, a jeśli tak, to komu go odda?

poniedziałek, 11 stycznia 2021

Książka roku - 2020

Rok 2020 już chyba na zawsze pozostanie w naszej pamięci jako rok, w którym wybuchła pandemia. Czytelniczo nie był on dla mnie zbyt dobry (za to prywatnie wspaniały!), zwłaszcza tak mniej więcej do lipca. Czytałam wtedy chyba średnio po 10-15 stron dziennie, co jest dla mnie bardzo słabym wynikiem. Co się na to złożyło?

Po pierwsze, wykończyła mnie nauka zdalna; zawsze uważałam, że nie potrafię uczyć się w domu - jeszcze przez pandemią wolałam podręczniki czytać w uczelnianej bibliotece, gdzie jest cicho i słychać tylko szelest kartek i długopisów - przeczytanie w domu danej ilości stron zajmuje mi niestety 3 razy więcej czasu, niż w bibliotece, choćbym nie wiem jak bardzo próbowała się skupić. Wreszcie po drugie, zawsze czytałam wieczorami, a akurat w tym strasznym roku znalazłam kogoś, z kim wolałam wieczorem rozmawiać niż czytać (a to znaczy, że to była baaardzo ciekawa osoba) :D Teraz już umiem pogodzić jedno z drugim i dlatego druga połowa roku wygląda czytelniczo lepiej, jednak na początku to było dla mnie wręcz niemożliwe do pogodzenia ;)

Mimo wszystko uważam, że ten rok okazał się jednym z lepszych w moim życiu, właśnie dlatego, że spotkałam kogoś (i to tuż przed pandemią!), kto mnie tak dobrze rozumie i przy kim czuję się tak świetnie :) Mimo że były też trudne momenty (ale nie będę ich wspominać), to jednak te wszystkie problemy nie znaczą niemal nic, jeśli się nie zapomina o wszystkich dobrych rzeczach, jakie ten rok dał. A dał wiele wspaniałych chwil <3

Ale już koniec tej prywaty! :D Przeczytałam w tym roku zaledwie 40 książek, ale znalazły się i perełki. Postanowiłam do wyboru mojej książki roku nieco zmienić kryteria stosowane we wcześniejszych latach, będę więc wybierać nie tylko z tych, które tuż po przeczytaniu otrzymały ode mnie ocenę 10/10, lecz także z tych, które mimo wielu miesięcy nadal siedzą mi w głowie i nie zamierzają nigdzie stamtąd iść. Tak prezentuje się mój zwycięski stosik (kolejność właściwie przypadkowa, choć oczywiście na końcu wybiorę książkę roku):

poniedziałek, 4 stycznia 2021

E. T. A. Hoffmann "Dziadek do Orzechów"

Przyznajmy szczerze, nie ma chyba nikogo, kto by nie słyszał nic o "Dziadku do Orzechów". To klasyka literatury świątecznej i dziecięcej, a czy znana zasłużenie? Moim zdaniem tak. Ja, jak pewnie wiele innych wtedy jeszcze dziewczynek, pierwszy raz z historią inspirowaną baśnią Hoffmanna spotkałam się w filmie "Barbie w Dziadku do orzechów", w którym też spotkałam się z pięknym baletem Piotra Czajkowskiego. Bajka mnie wtedy co prawda nie zachwyciła, jednak na pewno pozostała w pamięci. Nie mogę też nie wspomnieć o zbiorze "Język cierni" autorstwa Leigh Bardugo, w którym baśń z Kerchu inspirowana jest właśnie "Dziadkiem do Orzechów".

Przyjrzymy się więc fabule tego znanego dzieła. Akcja zaczyna się w Wigilię, kiedy to siedmioletnia Klara i jej brat Fred dostają od ojca chrzestnego, Droselmajera, dziadka do orzechów w kształcie żołnierza. Dzieci zaczynają bawić się prezentem, dając dziadkowi orzechy do rozłupania. Fred daje jednak zbyt duże i dziadek się psuje. Klara postanawia zaopiekować się chorą zabawką i kiedy wszyscy idą już spać, szykuje dziadkowi wygodne łóżeczko w komodzie. Nagle jednak ze wszystkich kątów pokoju wylegają myszy na czele z siedmiogłowym Królem, zaś dziadek do orzechów i inne zabawki ożywają i zaczynają walczyć z mysią armią...

Zapowiedzi książkowe na październik

Jesienią jak zawsze czeka nas wysyp ciekawych premier. Zapraszam na szybki przegląd :) 1. Oni wrócili Marta Bijan / Uroboros / 14 październi...