Marinka mieszka razem z babcią w domu na kurzych łapach. Jak się można domyślić, babcia Marinki nie jest zwyczajną babcią, lecz Babą Jagą, która strzeże Bramy między światem żywych a światem umarłych i co noc przeprowadza dusze zmarłych na drugą stronę. A dom, jako że ma kurze łapy, nie zamierza nigdy zbyt długo stać w jednym miejscu i bardzo często podróżuje. Marinka wolałaby jednak, aby jej życie było zwyczajne, aby mogła zostać gdzieś na dłużej, zaprzyjaźnić się z kimś.
O zmierzchu zapalam w czaszkach świece. Pomarańczowa poświata mruga zza ich pustych oczodołów, przywołując umarłych. Pojawiają się na horyzoncie jako mgła, nabierają kształtów, potykają się na skalistym gruncie obok naszego domu.
Na pochwałę zasługuje cały ten pomysł z Babą Jagą, która nie jest straszna, lecz która pomaga zmarłym pogodzić się z ich śmiercią i wspomnieć swoje życie z radością w niebijącym już sercu. Ja co prawda wolę to straszniejsze oblicze Baby Jagi, jednak doceniam, że autorka zrobiła to po swojemu, ukazując nam, że być może ta znana starowinka nie była wcale zła, a ludzie bali się jej, bo widzieli dusze zmarłych wchodzące do jej domu i, myśląc, że to żywi ludzie, którzy nie wychodzą, doszli do wniosku, że Baba Jaga ich wszystkich zjada?






