Wiele osób mówiło, że cykl o Forście powinien zakończyć się po "Trawersie", mało tego - mi także po przeczytaniu "Deniwelacji" przemknęło to przez głowę. Cieszę się jednak, że odważyłam się sięgnąć po ostatni tom, bo nadrobił on akcją poziom poprzedniego w dwójnasób.
Forst budzi się w szpitalu, nie wiedząc, co się z nim działo przez ostatni czas. Sprawę dodatkowo komplikuje to, co opowiedziała mu Dominika Wadryś-Hansen - a mianowicie, że w górach znowu znaleziono trupa z monetą w ustach... Czy Bestia wróciła? W końcu nigdy nie znaleziono ciała Gjorda... I dlaczego Forst nic nie pamięta?
Ach, czego tutaj nie ma! Autor nikczemnie pogrywa sobie z naszymi emocjami. Jak tak można?! Ani chwili odpoczynku - cały czas nowe pytania, nowe zagadki do rozwiązania. W pewnym momencie już nie wiedziałam, kto jest dobry, a kto jest zły. I ta konsternacja: "Ja już nic nie rozumiem!". Doszło nawet do tego, że Forsta zaczęłam traktować jako głównego antagonistę, a Dominika spotkała się z moją sympatią i współczuciem, co wcześniej byłoby nie do pomyślenia. Role totalnie się odwróciły!






