Na pewno znacie jakieś książki, które miały ogromny potencjał, ale w których został on w pewien sposób zaprzepaszczony. Smutno mi trochę to mówić, ale ja odebrałam "Behawiorystę" właśnie w taki sposób. No bo kurczę, był świetny pomysł, bohaterowie, z których można naprawdę dużo wycisnąć, dylemat moralny do rozstrzygnięcia... Mogło być tak pięknie, a jednak nie było.
Pomysł na książkę sam w sobie był naprawdę znakomity. Zaczyna się mianowicie od tego, że pewien zamachowiec zajmuje przedszkole, grożąc, że wszystkich w nim pozabija. Co gorsza, emituje z tego miejsca przekaz na żywo - "Koncert krwi". To widzowie mają wybrać, które z osób w przedszkolu przeżyje - dziewczynka czy jej opiekunka - a na wybór daje za mało czasu, aby policja mogła zdążyć uratować wszystkich. A to dopiero początek historii, bo wkrótce zaczynają pojawiać się nowe "Koncerty krwi"... Czyje życie okaże się dla widzów bardziej wartościowe? Czy w ogóle mamy jakiekolwiek prawo o tym decydować?






